Widzisz posty wyszukane dla słów: brzozow powiatowy urzad pracy

Praca : Oferowana

Powiatowy Urząd Pracy w Brodnicy
ul. Żwirki i Wigury 3
87-300 Brodnica
tel: (0-56) 697-06-81
e-mail: tobr@praca.gov.pl

Numer zgłoszenia: StPr/08/1671
Technik masażysta
Umowa o pracę na czas określony
System wynagrodzeń: Czasowy ze stawką miesięczną
Wymiar etatu (%): 100

Praca w dni wolne: Nie

Godzina rozpoczęcia pracy: 08:00
Liczba godzin pracy: 8.00

Gmina: Brzozie

 » 

Z cyklu: A to Polska właśnie

"ŻW": Samoobrona chce parobków

"Życie Warszawy": Partyjni koledzy Andrzeja Leppera chcą zmienić przepisy i umożliwić urzędom pracy wysyłanie bezrobotnych na staże do rolników. Za ich pracę na roli płaciłoby państwo.
Takie przyuczenie do zawodu miałoby - zdaniem pomysłodawców - zachęcić młodych ludzi do zakładania własnych gospodarstw rolnych. - Staż mógłby ich zmobilizować, by pozostali w swoim środowisku, nie emigrowali za granicę - argumentuje poseł Samoobrony Bolesław Borysiuk, wiceprzewodniczący sejmowej komisji pracy. - To absurd. Rolnicy dostaną darmową siłę roboczą - denerwują się przeciwnicy pomysłu.

Ireneusz Jabłoński z Centrum im. Adama Smitha komentuje wprost: to jakaś głupota. - Miejsca pracy nie powstają z dopłat, tylko wówczas gdy przedsiębiorca potrzebuje pracownika. A teraz po prostu nie opłaca się zatrudniać, bo koszty są za wysokie - mówi Jabłoński. O tym, że rolnicy nie będą się kwapić do zatrudniania stażystów na stałe, przekonany jest Józef Kołodziej, kierownik Powiatowego Urzędu Pracy w Brzozowie (woj. podkarpackie). - Stworzenie nowego miejsca pracy to koszt ponad tysiąca złotych miesięcznie. Przy tak niskiej rentowności w rolnictwie chłopu się to nie opłaca - zauważa Kołodziej. Jego zdaniem, po przepracowaniu kilku miesięcy w gospodarstwie stażysta wróci do rejestru bezrobotnych.

O ile w ogóle znajdą się chętni na takie staże. - Młodzi ludzie po prostu nie chcą pracować na wsi. Chcą się kształcić, rozwijać - mówi Kołodziej. Już teraz, mimo że istnieje możliwość zatrudniania stażystów przez przedsiębiorstwa rolne mające statut pracodawcy (czyli takie, które zatrudniają przynajmniej jednego pracownika), to młodzi wybierają staże w handlu i przemyśle, a ci o wyższych kwalifikacjach - w administracji.

Odmowa skorzystania ze stażu wiąże się jednak z ryzykiem, że bezrobotny straci prawo do innych aktywnych form, np. do uczestnictwa w szkoleniach. W tym roku państwo wyda na stypendia z tytułu stażu ok. 605 mln zł. Miesięcznie zatrudnienie jednego stażysty kosztuje budżet państwa nieco ponad 704 zł.



Cudowne! Ja w ogóle proponuję przejść na fizjokratyzm...

DNI LESKA 31.05. - 3.06.2007

31.05.07 – CZWARTEK

12:00 - I Sesja Miejskiej Rady Młodzieżowej – Urząd Miasta i Gminy w Lesku
14:00 - Odsłonięcie tablicy pamiątkowej – zamek
14:30 - Sesja popularno - naukowa „200 – lecie urodzin Wincentego Pola” – sala widowiskowa - Bieszczadzki Dom Kultury

1.06.07 – PIĄTEK

9:00 – Biegi im. Jana Pawła II – stadion
9:00-13:00 – Dzień Dziecka – Szkoła Podstawowa
19:00 – Rozgrywki Szachowe – Mecz: Lesko – Ustrzyki Dolne – plac przy fontannie
21:00 – Spektakl uliczny „Don Kichot” – Plac Pułaskiego

2.06.07 – SOBOTA

9:00 – Festyn w przedszkolu
10:00 – Koszykówka uliczna – LO Lesko
10:00 - Festyn sportowy – stadion (zakłady pracy)
18:00 – Występ Integracyjnego Teatru Ruchu ”ALTEREGO” - amfiteatr
18:30 - 50-lecie ZMW - amfiteatr - KONCERT zespołów ludowych i dziecięcych zespołów Ogniska Pracy Pozaszkolnej
20:30 – 22:30 – DYSKOTEKA - amfiteatr

3.06.07 – NIEDZIELA

9:00 – Międzynarodowy Turniej Piłki Siatkowej – Słowacja, Ukraina, Polska
11:00 – Zjazd Sybiraków
11:30 - Koncert Orkiestry Dętej Bieszczadzkiego Domu Kultury – przed Ratuszem
11.00 – Powiatowe Zawody sportowo-pożarnicze – stadion
17.00 – DZIEŃ MŁODZIEŻY – amfiteatr
– prowadzenie: przedstawiciele Rady Młodzieży
- Występy zespołów tanecznych :
„Bieszczadzkie żabki”,
„Mini żabki”,
„Foks”,
przedszkolaki,
cheerleaderki
Występy zespołów muzycznych:
„APARDHEID” (zespół – Lesko),
„TEQUILA” (zespół - Strzyżow),
„FIRE BAND” orkiestra (Brzozów)
Ogłoszenie wyników konkursu „Znam Lesko”, wręczenie nagród.

2-3.06.07 – Podczas koncertów możliwość korzystania z przejażdżek konnych –łąka poniżej amfiteatru (prowadzenie: Adam Rymarowicz)
Bieszczadzki Dom Kultury zaprasza na wystawę „Dawne Lesko i okolice na pocztówkach Pawła Kusala – „Mała Galeria” BDK

Info z lesko.pl

Remont 40 km dróg na Podkarpaciu zakończony

Modernizacja dróg na Podkarpaciu dobiegła końca. Inwestycję zrealizowano na terenie gmin: Leżajsk, Rakszawa, Żołynia, Czarna, Łańcut i Grodzisko Dolne. Dzięki przedsięwzięciu kierowcy mogą bezpiecznie i wygodnie podróżować pomiędzy miejscowościami.

W sumie wyremontowano ponad 40 km dróg na Podkarpaciu: 29-kilometrowy odcinek drogi wojewódzkiej nr 877 Leżajsk - Łańcut i 12,6 km dróg powiatowych. Odnowione odcinki dróg powiatowych ułatwią przejazd pomiędzy drogami wojewódzkimi nr 875 i 877 oraz drogą krajową nr 77, z jednoczesnym ominięciem centrum Leżajska.
Modernizacja drogi wojewódzkiej nr 877 polegała na wzmocnieniu konstrukcji nawierzchni jezdni do nacisku 100 kN/oś oraz zwiększeniu jej szerokości do 7 m, z dodatkowymi poszerzeniami na łukach drogi. W miejscu łączenia starej i nowej nawierzchni ułożono geosyntetyk, dzięki któremu zabezpieczono złącze przed powstawaniem spękań, co pozwoli na dłuższą eksploatację nawierzchni. Wyremontowana została również ulica Podzwierzyniec, którą można dojechać do Zamku w Łańcucie. Modernizacja objęła także budowę 9 nowych zatok autobusowych i przebudowanie 10 istniejących. Odnowiono chodniki i oświetlenie uliczne. Budowa prawie 5 km nowego chodnika w miejscowości Giedlarowa poprawi bezpieczeństwo pieszych. Pod nowym chodnikiem wykonano 1 km kanalizacji. W ramach przedsięwzięcia wyremontowano także drogi powiatowe nr 260 (Maleniska - Brzóza Królewska), 261 (Wilkowyja - Giedlarowa) oraz 266 (Biedaczów - Grodzisko Górne).

Wszystkie prace budowlane wykonała firma Skanska S.A. Oddział Budownictwa Drogowo-Mostowego w Rzeszowie. Wartość przeprowadzonych robót przekroczyła 26 mln zł. Inwestycję dofinansowała Unia Europejska w ramach programu ZPORR.

"Skanska S.A."/muratorplus

Ulica Władysława Grabskiego
w Stalowej Woli już gotowa

Skanska zakończyła prace przy budowie drogi łączącej ul. Solidarności i ul. Bojanowską z terenami poprzemysłowymi Huty Stalowa Wola. Trasa, o długości 3,9 km, umożliwi dostęp do nowych atrakcyjnych terenów inwestycyjnych oraz poprawi komunikację w tej części miasta. Ulica będzie nosić imię międzywojennego premiera i ekonomisty Władysława Grabskiego.

Inwestycja zrealizowana została na terenie objętym "Lokalnym Programem Rewitalizacji Terenów Poprzemysłowych dla Miasta Stalowa Wola". W ciągu 12 miesięcy Skanska wybudowała drogę wraz z jednostronnym chodnikiem, ścieżką rowerową i dwoma rondami, każde o średnicy 35 m. W przyszłości do rond zostaną doprowadzone drogi wewnętrzne Huty, a taki typ skrzyżowania ułatwi wjazd na ulicę miejską.

Obok jezdni wybudowano10 zatok autobusowych, 580 miejsc parkingowych dla samochodów osobowych i 18 dla miejsc samochodów ciężarowych. W ramach projektu wykonano także 3,1 km kanalizacji deszczowej i oświetlenie uliczne oraz przebudowano sieć wodociągową, sprężonego powietrza, energetyczną, gazową, centralnego ogrzewania i teletechniczną.

Wartość inwestycji wyniosła 10 658 695 zł netto. Projekt w 75% finansowany był przez Unię Europejską w ramach programu ZPORR.

Inwestor:

Urząd Miasta Stalowa Wola
ul. Wolności 7
37-450 Stalowa Wola
Generalny wykonawca:
Skanska S.A.
Oddział Budownictwa
Drogowo-Mostowego w Rzeszowie
Dyrektor kontraktu: Wiesław Sitarz
Wartość robót: 10 658 695 PLN netto

Termin realizacji:
29.08.2005 - 30.09.2006
Zakres prac:

- wykop 30 076 m3,
- nasyp 22 484 m3
- podbudowy 124 389 m2
- warstwa wiążąca 27 298 m2
- warstwa ścieralna 27 297 m2
- umocnienie skarp 22 200 m2
- parkingi 12 929 m2
- chodniki i ścieżki rowerowe 19 560 m2
- oznakowanie poziome 1 119 m2
Parametry techniczne: - szerokość jezdni: 7 m
- szerokość jednostronnego chodnika: 2 m
- szerokość ścieżki rowerowej dwukierunkowej: 3 m
- średnica ronda: 35m
- szerokość zatok autobusowych: 3,0 m
- wymiary stanowiska postojowego
dla samochodów osobowych: 4,5 m x 2,3 m
- wymiary stanowiska postojowego
dla samochodów ciężarowych: 19 m x 3,5 m
Lokalizacja: woj. podkarpackie


Zdjęcia i tekst o inwestycji w Stalowej Woli pochodzą ze strony Skanska

 » 

[Rz] "Nie ma to jak własna firma"

"Nie ma to jak własna firma"
Józef Matusz 13-03-2009, ostatnia aktualizacja 13-03-2009 04:31

Największym problemem jest wysokie bezrobocie. W niektórych powiatach bez pracy jest już co czwarty mieszkaniec.

Co robić, gdy firmy dalej zwalniają, a w urzędach pracy ofert jak na lekarstwo? – Nie bać się i zakładać własne firmy – radzi 46-letni Grzegorz Luśnia z Krosna.

Przez 18 lat pracował w Krośnieńskich Hutach Szkła. Zdążył wybudować domek na obrzeżach miasta. Z żoną utrzymuje dwójkę dzieci, w tym syna na studiach w Krakowie: – Huta to była duma miasta i żal było odchodzić – wspomina. Nikt go nie zwalniał, ale kilka miesięcy temu powiedział dość. Obserwował, jak zakład zaczyna staczać się po równi pochyłej. Im ludzie bardziej się starali, tym gorzej zarabiali. W zakładzie pojawiali się coraz to nowi prezesi, którzy nie mieli zielonego pojęcia o zarządzaniu, a tym bardziej o produkcji szkła. – Już na początku zeszłego roku czuć było, że nadchodzi poważny kryzys – opowiada.

Do założenia własnej firmy zmusił go syn, który w październiku zaczynał studia na krakowskiej AGH. Zastanawiał się, jak go wykształcić, gdy z każdym miesiącem wypłaty coraz skromniejsze. Był w tej dobrej sytuacji, że miał fach w ręku. Od ojca nauczył się kowalstwa artystycznego. – Traktowałem to jak hobby, aż w końcu postanowiłem, że stanie się ono źródłem utrzymania. Koledzy dziwili się, że ryzykuje i zostawia stałą pracę. Teraz dzwonią i pytają, czy nie potrzebuje ludzi do pracy. Z urzędu pracy dostał kilkanaście tysięcy na uruchomienie własnej firmy.

Jego Bramstal zaczął robić metalowe bramy, balustrady, ogrodzenia. – To się teraz nazywa metaloplastyka – podkreśla z dumą. Robi w garażu, a elementy kute u znajomego kowala. – Być na swoim to inny świat. Nie przeżywam tych dołków psychicznych, że huta nie sprzeda kieliszków i nie będzie na wypłaty – mówi zadowolony. Nie narzeka na brak zleceń. Za kilka dni wybiera się do Rzeszowa na targi budowlane, bo jak mówi – non stop trzeba być w temacie, podpatrywać nowości i iść do przodu. Kolegom z KHS, z których większość już nie pracuje, proponuje, by jak najszybciej znaleźli własny sposób na życie. – Najlepiej zająć się tym, na czym się znają. Trochę odwagi – zachęca.

Szefowa urzędu pracy w Krośnie Regina Chrzanowska mówi, że w zeszłym roku urząd przyznał 200 dotacji na założenie własnej działalności. W tym roku chce ich przyznać 250, po 17 tysięcy każda. – Szkoda, że tak mało dostajemy na to pieniędzy, bo własna mała firma to najlepszy sposób na kryzys i walkę z bezrobociem – podkreśla.

Co czwarty bez pracy
W sąsiednim powiecie brzozowskim bezrobocie sięgnęło 25 procent, czyli co czwarta osoba czynna zawodowo pozostaje bez pracy. Wojciech Zubel pracował w Warszawie w krakowskiej firmie budowlanej. – Pod koniec roku sypnął się rynek budowlany i właściciel przestał płacić – mówi w kolejce do rejestracji w PUP w Brzozowie. Ma fach w ręku i gotowy wniosek o dotację na dofinansowanie własnej firmy. Chce docieplać oraz wykańczać domy i mieszkania. Jest przekonany, że 17,5 tysiąca, które można dostać z urzędu, pozwoli mu rozkręcić biznes. – Byle szybko załatwić formalności, bo wiosna nadchodzi i będzie robota – dodaje. Ale takich wniosków w styczniu i lutym do urzędu wpłynęło już 70, a w ubiegłym roku z dofinansowania skorzystało w sumie 130 osób.

Na dotację liczy też Jarek, który właśnie wrócił z Irlandii, bo właściciel nagle zamknął firmę budowlaną. – Gdy wyjeżdżałem przed rokiem, to wszyscy zachęcali, by Polacy wracali do kraju, bo tu czeka praca. Wróciłem, a tu gorzej niż było – rozkłada ręce. Trochę odłożył, ale nagle brat stracił pracę i musi mu pomóc, bo ma małe dzieci. Wspólnie planują utworzyć firmę transportową. Chcą kupić busa i wozić ludzi. – Bez dotacji z urzędu będzie trudno – mówi.

W dwóch pierwszych miesiącach w urzędzie pracy w Brzozowie zarejestrowało się ponad 1250 osób, o 600 więcej niż rok temu. – To typowo rolniczy powiat, bez większych zakładów, a kryzys dopadł nawet te mniejsze – tłumaczy szef urzędu Józef Kołodziej. Kilkadziesiąt osób zwolnił największy zakład w mieście – Koronki. Europa i świat przestały zamawiać renomowane wcześniej zasłony i nakrycia stołów. Wielu mieszkańców powiatu dojeżdżało do pracy w Krośnie, Sanoku, a tam kryzys czuć jeszcze bardziej. A jeszcze masowo zaczęli wracać ludzie z zagranicy.

Józef Kołodziej śpieszy się na spotkanie ze starostą i wójtami gmin. Od tygodni radzą, jak najlepiej wykorzystać ponad 9 milionów złotych, które urząd ma w tym roku dostać na stworzenie nowych miejsc pracy i aktywizację bezrobotnych.

Mała przedsiębiorczość jedynym ratunkiem
– Większość przeznaczymy na zakładanie własnych firm – zapowiada. Uzgodnił też z wójtami, że od kwietnia w gminach ruszy front robót publicznych dla osób w najtrudniejszej sytuacji. Ponad 400 osób urząd chce nauczyć nowego zawodu, szczególnie kobiety. – Z pozostałymi nasz Klub Pracy prowadzi rozmowy, by się nie poddawali. Nasi ludzie pomagają im przeżyć szok po utracie pracy oraz motywują i pobudzają do aktywnego poszukiwania zatrudnienia, namawiają do przekwalifikowania, uzupełniania wiedzy, zakładania własnych firm – opowiada szef PUP w Brzozowie. Już zapowiada, że będzie występował do rządu o dodatkowe pieniądze. – Nie liczę, by ktoś tu nagle wybudował dużą fabrykę. Jedynym sposobem walki ze strukturalnym bezrobociem jest rozwój małej przedsiębiorczości – ocenia.

Wierzą, że im się uda
W stolicy Podkarpacia – Rzeszowie – nie widać jeszcze oznak kryzysu. W mieście bezrobocie utrzymuje się na stałym poziomie 6 procent, ale w powiecie wynosi drugie tyle. Marcin Radwański spod Rzeszowa przez ostatnie trzy lata pracował w piekarni. – Musiałem się zwolnić, bo właściciel przestał płacić – opowiada. Na utrzymanie rodziny zarabia już tylko ojciec na budowach za granicą. W domu niepracująca mama i on z uczącym się bratem. Miał plany, by kupić jakiś używany samochód, komputer: – Teraz musimy oszczędzać na wszystkim. Liczyć każdy grosz, który przyśle tata.

Zrobił kurs na wózki widłowe. W urzędzie pracy czeka w kolejce do komputera, by przejrzeć oferty pracy. – Gdyby tak udało się założyć własną firmę? – marzy. Kolejka do komputerów z ofertami się powiększa. – Przychodzę tu przynajmniej raz w tygodniu – mówi Ewelina. Do końca zeszłego roku pracowała w niewielkiej firmie odzieżowej. – Umowa się skończyła, a właściciel powiedział, że musi oszczędzać – tłumaczy. Jest na drugim roku studiów zaocznych. Martwi się z czego zapłaci czesne za drugi semestr. – Tata bierze nadgodziny i obiecał, że pomoże – dodaje. Sama też dorabia, pomaga koleżance w kwiaciarni. Marzy o własnej. Znalazła już dobry punkt i właściciel obiecał, że jej wynajmie lokal. – Czekam na pieniądze z urzędu i wiem, że mi się uda – zapewnia.

Dotacje z urzędów pracy to tylko jedna z form na rozpoczęcie własnej działalności. Wnioskami zasypane zostały instytucje realizujące z funduszy unijnych program „Kapitał dla przedsiębiorczych”. Program skierowany jest do osób, które w ostatnim roku nie prowadziły własnej działalności, zwłaszcza kobiet, mieszkańców wsi i ludzi do 34 lat. Można dostać do 40 tysięcy oraz przez pół roku po tysiąc złotych dotacji pomostowej z możliwością przedłużenia o kolejne pół roku. Taki program w całym województwie prowadzi m.in. Mielecka Agencja Rozwoju Regionalnego.

– Wnioski złożyło ponad 1700 osób – mówi koordynator projektu Beata Pezda. Zarówno bezrobotni, jak i ci, którzy obawiają się utraty pracy.

W agencji oceniają, że blisko połowa ma szansę na własny biznes. Z dotacji skorzysta tylko kilkadziesiąt osób, które przedstawiły najlepsze pomysły. Agencja już zabiega o zwiększenie środków, ale decyzja należy do resortu rozwoju regionalnego. Do podobnej agencji w Tarnobrzegu zgłosiło się ponad 400 osób z Tarnobrzega, Niska i Stalowej Woli. Na wsparcie mogą liczyć najlepsze 34 pomysły.

– To kropla w morzu potrzeb – mówi Krzysztof Kijanka, prezes TARR. – To pokazuje, że nawet w czasach kryzysu ludzie chcą otwierać własne firmy, ale trzeba im w tym pomóc – zaznacza prezes tarnobrzeskiej agencji.

Źródło: Rzeczpospolita

Spis wszystkich lokali

Wentworth Tech Sp. z o.o

Dane kontaktowe
24-320 Poniatowa, woj. lubelskie
ul. Przemysłowa 19
tel.: 081 820 57 30
fax.: 081 820 57 29
www: http://www.wt.com.pl/
______

STOLMAKO

Województwo: lubelskie
Miasto: Poniatowa
Ulica nr: Leśniczówka 21
Kod pocztowy: 24-320
Tel.: (0-81) 820-34-16
Faks: (0-81) 820-12-60
Adres WWW: www.stolmako.pl

Opis firmy:
Firma STOLMAKO jest producentem okien, drzwi, okiennic z drewna. Firma działa na rynku lokalnym, regionalnym, krajowym i międzynarodowym od 16 lat. Dewizą jej jest jakość, soldność, fachowość. Przewagą konkurencyjną firmy jest możliwość wykonania każdego zamównienia zarówno dla klienta indywidualnego, jak i podmiotów gospodarczych.
Oferta firmy:
Okna, drzwi, okiennice z drewna w najwyższym poziomie wykonawczym, nietypowe gabaryty, róznorodne wzory.

___________

Ośrodek Sportu i Rekreacji

Dane kontaktowe
24-320 Poniatowa, woj. lubelskie
ul. Kraczewicka 31
tel.: 081 820 42 90
fax.: 081 820 42 90
www: http://www.poniatowa.pl/
________

Hotel "Słowik" Restauracja Waldemar Słowik

Dane kontaktowe
24-320 Poniatowa, woj. lubelskie
ul. Spacerowa 3
tel.: 081 820 41 61
fax.: 081 820 41 61
www: http://www.hotel-slowik.pl/
_______

Morawska Janina Psychoterapueta
Gabinet Terapeutyczny

Dane kontaktowe
24-320 Poniatowa, woj. lubelskie
ul. Nałęczowska 1
tel.: 0 663 277 178

Opis firmy
Psychoterapia nerwic, depresji, psychoz prowadzona wg podejścia eklektycznego, masaż terapeutyczny, relaksacyjny, aromaterapeutyczny przyczynia się do poprawy samopoczucia, pozwala walczyć z lękiem, napięciem psychicznym, ze stresami życia, coaching - praca nad rozwojem osobowości, problemami w pracy, życiu towarzyskim, rodzinnym, w przypadkach mobingu. Kwalifikacje prowadzącego - ukończone podyplomowe kolegium psychoterapii w lublinie, sesja trwa 75 min, koszt 60 zł. Relaks - podczas masażu zmniejsza się nadciśnienie, poprawia praca serca, działa profilaktycznie przeciwko wrzodom żołądka, kłopotom trawiennym, przyczynia się do szybszego leczenia osób cierpiących na te choroby, wskazany dla kobiet w okresie menopauzy.

Słowa kluczowe
psychoterapeuta psychoterapia, terapie sesje terapeutyc zne, masaż terapeutyczny relaksacyjny aromaterapeutyczny, coaching nerwice depresje

__________

"Ancom"

Dane kontaktowe
24-320 Poniatowa, woj. lubelskie
ul. Szkolna 2 A
tel.: 081 820 22 22

________

"Hydro-Mel" Przedsiębiorstwo Robót Hydrotechniczno-Melioracyjnych Jerzy Mielniczek

Dane kontaktowe
24-320 Poniatowa, woj. lubelskie
ul. Nałęczowska 7 /3
tel.: 081 820 48 09
fax.: 081 820 48 09
__________

"Bimar" Małgorzata Bigos

Dane kontaktowe
24-320 Poniatowa, woj. lubelskie
ul. Szkolna 25
tel.: 081 820 21 09
fax.: 081 820 21 09
__________

Bifarb" Przedsiębiorstwo Wielobranżowe Jacek Bigos

Dane kontaktowe
24-320 Poniatowa, woj. lubelskie
ul. Nałęczowska 4
tel.: 081 820 28 77
fax.: 081 820 28 77

__________

"Awo" Andrzej Boś

Dane kontaktowe
24-320 Poniatowa, woj. lubelskie
ul. Fabryczna 16
tel.: 081 820 57 08
_____

Solaudio" Firma Usługowa Andrzej Sola

Dane kontaktowe
24-320 Poniatowa, woj. lubelskie
ul. Kraczewicka 148
tel.: 081 820 31 95
________

Krajewski Sławomir Sprzedaż Artykułów Elektrycznych

Dane kontaktowe
24-320 Poniatowa, woj. lubelskie
ul. Brzozowa 3
tel.: 081 820 13 72
fax.: 081 820 13 72
__________

Szpital Powiatowy

Dane kontaktowe
24-320 Poniatowa, woj. lubelskie
ul. Fabryczna 18
tel.: 081 820 40 41
________

Powiatowy Urząd Pracy w Opolu Lub. Oddział ds. Informacji Ewidencji i Świadczeń

Dane kontaktowe
24-320 Poniatowa, woj. lubelskie
ul. Młodzieżowa 6
tel.: 081 820 42 09
______________

Internat Zespołu Szkół

Dane kontaktowe
24-320 Poniatowa, woj. lubelskie
ul. Młodzieżowa 6
tel.: 081 820 47 03
fax.: 081 820 40 23
____________

"Automan" Tomasz Wyrostek

Dane kontaktowe
24-320 Poniatowa, woj. lubelskie
ul. Młynki 41
tel.: 081 517 90 99

_______________

"Anna" Autonaprawa A. Orzeł

Dane kontaktowe
24-320 Poniatowa, woj. lubelskie
ul. Szkolna 17 B
tel.: 081 820 57 53

___________

Centrum Edukacyjne S.C. Liceum Ogólnokształcące dla Dorosłych Zaoczne

Dane kontaktowe
24-320 Poniatowa, woj. lubelskie
ul. Szkolna 8
tel.: 081 820 47 81

_________

"Grawitan" Grażyna Boryca
"Grawitan" Grażyna Boryca

Dane kontaktowe
24-320 Poniatowa, woj. lubelskie
ul. Kraczewicka 35 m. 16
tel.: 081 820 49 33

_________

Gimnazjum

Dane kontaktowe
24-320 Poniatowa, woj. lubelskie
ul. Szkolna 8
tel.: 081 820 46 79
fax.: 081 820 46 79

_________

"Dino" Sklep Odzieżowy Bożena Zburzyńska
"Dino" Sklep Odzieżowy Bożena Zburzyńska

Dane kontaktowe
24-320 Poniatowa, woj. lubelskie
ul. Brzozowa 1
tel.: 081 820 47 26

_________

"Biapon" Zakład Usługowo-Handlowy Józef Siłakowicz
"Biapon" Zakład Usługowo-Handlowy Józef Siłakowicz

Dane kontaktowe
24-320 Poniatowa, woj. lubelskie
ul. Szkolna 19
tel.: 081 820 20 15

_________

Metalton" Sp.j

Dane kontaktowe
24-320 Poniatowa, woj. lubelskie
ul. Przemysłowa 31
tel.: 081 820 58 41
fax.: 081 820 59 47

________

"Czyn" Kino
"Czyn" Kino

Dane kontaktowe
24-320 Poniatowa, woj. lubelskie
ul. 11 Listopada 4
tel.: 081 820 45 54

__________

"Agro-Term" Przedsiębiorstwo Produkcyjno-Handlowo-Usługowe

Dane kontaktowe
24-320 Poniatowa, woj. lubelskie
ul. Kraczewicka 73
tel.: 081 820 58 73
fax.: 081 820 58 73

_________

"Bednar-Pol" Salon Prasowy Anna Gazda

Dane kontaktowe
24-320 Poniatowa, woj. lubelskie
ul. Modrzewiowa 4 a
tel.: 081 820 28 26

___________

"M.D." Przedsiębiorstwo Produkcyjno-Handlowo-Usługowe Marek Drozd

Dane kontaktowe
24-320 Poniatowa, woj. lubelskie
ul. 11 Listopada 6 m. 6
tel.: 0 608 386 022

__________

Czaplińska-Rybaczek Krystyna Kancelaria Notarialna

Dane kontaktowe
24-320 Poniatowa, woj. lubelskie
ul. Młodzieżowa 2 pok. 207
tel.: 081 820 20 99
fax.: 081 820 20 99

________

Bednarz Włodzimierz Usługi Geodezyjne

Dane kontaktowe
24-320 Poniatowa, woj. lubelskie
ul. Garażowa 3 /24

___________

"Artel" Artur Saczuk

Dane kontaktowe
24-320 Poniatowa, woj. lubelskie
ul. Brzozowa 3
tel.: 081 820 26 63

___________

"Optyka Artima-Hilarex" Sp.j. P.Kulas P. Gołębiowski M. Kulas

Dane kontaktowe
24-320 Poniatowa, woj. lubelskie
ul. 1 Maja 6
tel.: 081 820 40 20

____________

Bernat Kazimierz Gabinet Ginekologiczno-Położniczy

Dane kontaktowe
24-320 Poniatowa, woj. lubelskie
ul. Nałęczowska 1
tel.: 081 820 46 68

_____________

Sanatorium Gruźlicy i Chorób Płuc

Dane kontaktowe
24-320 Poniatowa, woj. lubelskie
ul. Fabryczna 6
tel.: 081 820 47 30
fax.: 081 820 48 32

___________

"Duet" Sklep Wielobranżowy Roman Goleń

Dane kontaktowe
24-320 Poniatowa, woj. lubelskie
ul. Młodzieżowa 1
tel.: 081 820 42 65

____________

"Budmir" S.C. Halina i Mirosław Bełcik

Dane kontaktowe
24-320 Poniatowa, woj. lubelskie
ul. Młynki 29
tel.: 081 820 29 59
fax.: 081 820 29 59

_____________

"Di Pol" Przedsiębiorstwo Handlowe Teresa Wójcik

Dane kontaktowe
24-320 Poniatowa, woj. lubelskie
ul. 1 Maja 5 /17
tel.: 0 692 588 579

_______________

"Cytrus" Sklep Wielobranżowy Elżbieta Zaborowska

Dane kontaktowe
24-320 Poniatowa, woj. lubelskie
ul. 1 Maja 15 /1
tel.: 081 820 47 67

______________

WALDIMEX PHU Waldemar Śliwa WALDIMEX PHU Waldemar Śliwa

Dane kontaktowe
24-320 Poniatowa, woj. lubelskie
ul. Szkolna 16B
tel.: 0606912648
email: waldimex@gmail.com

__________
źródło:
http://www.emiasto.org

Adm. Super !!! Orol po raz drugi dostaje "Pomógł". Dziękujemy.

AK i NSZ

szukając informacji na temat lotniska w str.Grodkowie znalazłem cos takiego!

Dotarliśmy do nieznanych do dzisiaj dokumentów wewnętrznych UB i SB świadczących, że część oddziału Narodowych Sił Zbrojnych ze zgrupowania „Bartka” mogła zostać rozbita w czasie strzelaniny w Malerzowicach niedaleko Grodkowa w lipcu 1947 z przeważającymi siłami Urzędu Bezpieczeństwa z Niemodlina, którego ówczesnym komendantem był Józef Bedlewski.
Nie wiadomo jednak, czy dokument ten, który opisuje działania UB i SB na Opolszczyźnie mówi prawdę. A może to właśnie w tej miejscowości znajduje się miejsce, gdzie odbyła się druga po Barucie masowa egzekucja, przy której mogli być wykorzystani także sowieccy żołnierze (bliskość brzeskiego garnizonu).
Jak podaje kalendarium dołączone do tego dokumentu, to właśnie w miejscowości Malerzowice zatrzymała się grupa zbrojna licząca około 40 osób należąca do „bandy Bartyka” . Chodzi tu z pewnością o wieś, która obecnie zamieszkuje 540 osób i znajduje się powiecie nyskim w pobliżu Łambinowic. Trzeba jednak pamiętać, że w województwie opolskim są jeszcze jedne Malerzowice - tyle że Małe, w których jest kamieniołom a miejscowość znajduje się około 30 km od granicy z Czechami. Jednak wszystko wskazuje na to, że chodziło tu o Malerzowice Wielkie, gdyż funkcjonariusze bezpieki byli ściągnięci z PUBP w Niemodlinie, a więc niespełna 10 km od miejsca zbrojnej potyczki albo zbrodni.
Grupa NSZ-owców zamierzała przejść do Czechosłowacji. Jednak powiadomieni funkcjonariusze PUBP w Niemodlinie przybyli na miejsce, gdzie doszło do walk, w wyniku której prawie wszyscy ze zgrupowania ponieśli śmierć. Strat ze strony funkcjonariuszy PUBP nie było. Tyle możemy dowiedzieć się z zachowanego kalendarium działań UB i SB ( z nadrukiem: do użytku wewnętrznego).
Cała akcja miała się odbyć w ramach tajnego planu likwidacji „B”, który zakładał przetransportowanie żołnierzy NSZ na dzisiejszą Opolszczyznę w okolice Barutu, ale także w pobliże Łambinowic pod pretekstem przerzutu na zachód na teren amerykańskiej strefy okupacyjnej, realizowanym wcześniej przez Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego na terenie Podbeskidzia. Bezpieka wprowadziła też w bezpośrednie otoczenie kierownictwa NSZ dwóch agentów Henryka Wendrowskiego ”Lawinę” i Czesława Krupowca „Korzeń” , którzy mieli rozpracować działający po wojnie NSZ i doprowadzić do ostatecznej likwidacji żołnierzy NSZ-u poprzez potajemne ich wymordowanie.

Według innego historyka Arkadiusza Karbowiaka prowaokacja sił bezpieczeństwa zapewne nie zostałaby ujawniona, gdyby nie ucieczka z miejsca kaźni jednego z uczestników eskapady Andrzeja Bujaka „Brzozy”. Bujak dotarł do sztabu „Bartka” i opowiedział o finale rzekomego wyjazdu na Zachód. Dzięki tym informacjom akcja wyjazdu została wstrzymana, co z pewnością uratowało życie wielu żołnierzom NSZ. Zgrupowanie kpt. „Bartka” przetrwało do amnestii ogłoszonej w lutym 1947 roku. Niestety, sam kpt. Henryk Flame został zastrzelony przez funkcjonariusza MO 1 grudnia 1947 roku.

Zdaniem historyka Tomasza Kurpierza z katowickiego IPN-u najważniejszym rozgrywającym w całej operacji ubeckiej przeciwko zgrupowaniu „Bartka” był funkcjonariusz UB Henryk Wendrowski były żołnierz AK już od 1944 roku działający po stronie komunistów, który w latach następnych odegrał jedną z kluczowych ról w opanowaniu przez władze bezpieczeństwa krajowych struktur Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość.
W czasie ubeckiej akcji H.Wendrowski występował pod pseudonimem „Lawina” i właśnie jako kpt.”Lawina” jesienią 1945 roku został wprowadzony przez bezpiekę do Rady Politycznej NSZ Okręgu Śląskiego. Prawdopodobnie w połowie kwietnia 1946 Wendrowski rozpoczął działania operacyjne w Gliwicach, gdzie podając się za organizatora pracy konspiracyjnej wprowadzony został w miejscowe środowiska opozycyjne. W lipcu 1946 r. przy współpracy z agentem „RR” za pośrednictwem „Warmińskiego” byłego szefa Wydziału I Organizacyjnego Okręgu Krakowskiego NSZ występujący ubek, oficjalnie jako przedstawiciel „Okręgu NSZ” dotarł do jednego z „łączników” „Bartka”. Ten łącznik był przekonany, że pracuje on na rzecz sztabu organizacji, z którą związany był już w okresie wojny, doprowadził funkcjonariusza UB do samego „Bartka”, czyli mjr Flame, który wtedy przebywał wraz ze swoim oddziałem na Baraniej Górze.
Do pierwszego spotkania kapitana „Lawiny” z dowódcą zgrupowania doszło na początku sierpnia w obozowisku leśnym. Od tego czasu wydarzenia potoczyły się błyskawicznie. W niedługim czasie doprowadziły do wymordowania większości oddziału. Funkcjonariusz UB występujący oficjalnie jako kpt. „Lawina” umiejętnie przedstawił fikcyjny rozkaz „Okręgu NSZ” nakazujący przeniesienie zgrupowania w kilku transportach w rejon Jeleniej Góry, gdzie miała być rzekomo kontynuowana walka zbrojna. ”Bartek „ pomimo zastrzeżeń ostatecznie zaakceptował plan przerzutu swoich żołnierzy. Według historyka IPN-u z Katowic szczegółowy plan przerzutu zakładał cztery transporty w pierwszych dniach września. Pierwszy miał objąć kilkunastu żołnierzy, pozostałe po około 40, czyli łącznie około 140 osób. Ciężka i długa broń miała być przewieziona w osobnych ciężarówkach.
Podczas akcji związanej z planem „B” Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego zadecydowało o umieszczeniu w tzw. „punkcie opolskim” uzbrojonej grupy operacyjnej UB, która miała występować „pod płaszczykiem ludzi wyznaczonych przez Okręg Opolski NSZ dla ochrony punktu” pisze T.Kurpierz.
Bezpieka nie próżnowała i już w lutym 1946 nastąpiły aresztowania członków NSZ-u w Opolu, według bezpieki organizacja miała działać na terenie cementowni „Groszowice”. Miesiąc później doszło do potyczki zbrojnej z zgrupowaniem Panka ps. „Rudy” liczącym ok.70 ludzi. W tej akcji brali też udział funkcjonariusze MO i UB z Brzegu.
Oddział „Rudego„ działał przede wszystkim w lasach kępińskich, ale także w rejonie Bolesławca, Skomlina i Wołczyna na terenach należących do województw poznańskiego i łódzkiego. Żołnierze „Rudego” wykonywali wyroki na działaczach PPR-u , funkcjonariuszach MO i UB. Jedną z najgłośniejszych akcji „Rudego” był napad na Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa w Kępnie, gdzie NSZ-owcy zastrzelili kilku funkcjonariuszy UB. Warto przypomnieć, że partyzanci „Rudego” współpracowali także z PSL-em w Namysłowie. Nie jest wykluczone, że jakieś ich oddziały albo poszczególni żołnierze ukrywali się w lasach w pobliżu Namysłowa.
Także w 1946 roku UB zlikwidowało kolejny oddział NSZ-u na Opolszczyźnie pod dowództwem
Jerzego Mulaka ps. ”Śmiech”.W skład grupy wchodziło 14 partyzantów. Działalnością swą oddział obejmował powiat strzelecki i gliwicki. W wyniku działań został zastrzelony strażnik tartaku w Żędowicach, członek PPR-u Nikodem Prochota. Ponadto oddział miał też przygotowywać akcje dywersyjne, których celem było m.in. niszczenie mostów i wiaduktów kolejowych.
Jeśli chodzi o działalność NSZ -u na Śląsku i Opolszczyźnie to już we wrześniu 1945 roku został powołany Inspektorat Ziem Południowo -Zachodnich mający się składać z trzech okręgów -Górny Śląsk, Śląsk Opolski i Dolny Śląsk. Wyznaczony został też komendant Okręgu Śląsk Opolski – Stanisław Miodoński ”Sokół”. Jednak na przełomie października i listopada 1945 r. na skutek gigantycznej operacji UB siły NSZ na Śląsku zostały całkowicie rozbite. Przetrwały tylko niewielkie grupy NSZ-owców pod nazwą Śląskie Siły Zbrojne , ale i tu pojawiła się agentura, która ostatecznie doprowadziła do rozbicia i upadku tej organizacji.

Tymczasem jeśli chodzi o zbrodnię w Barucie, ale także w pobliżu Łambinowic rodzi się pytanie: kto wydał rozkaz zamordowania żołnierzy. Czy operacja była zaplanowana z góry, czy też decyzja została podjęta w czasie akcji – zastanawia się T. Kurpierz. Wendrowski kluczowa osoba w akcji na prawdopodobnych sprawców odpowiedzialnych za rozkaz zabicia żołnierzy „Bartka” wskazywał swych przełożonych -wiceministra Romana Romkowskiego oraz kierownika Wydziału III Departamentu MBP mjr. Władysława Śliwę, a szefostwo WUBP w Katowicach (w tym szczególnie zastępcę szefa WUBP kpt. Marka Finka odpowiedzialnych za wykonanie akcji.
Po Barucie, gdzie cieżarówki z żołnierzami w polskich mundurach - jak wspominają nieliczni świadkowie - dojechały do lasu na wzgórzu Hubertus, gdzie stała duża stodoła, w której najprawdopodobniej ich zamknięto, a następnie stodołę wysadzono.
Prokurator Przemysław Piątek z Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Katowicach szacuje, że w czasie zaplanowanej zbrodni UB wspieranej przez NKWD mogło zostać wymordowanych około 200 żołnierzy NSZ właśnie ze zgrupowania „Bartka”, drugim masowym grobem może być teren w pobliżu byłego poniemieckiego lotniska pod Grodkowem, albo wieś Malerzowice, o której wspomina dokument, do którego dotarliśmy. Jednak w tym ostatnim wypadku do walk albo zbrodni miało dojść nie jak to obecnie określają historycy jesienią 1946 roku, ale dopiero latem 1947 roku. Być może była to ta ostatnia grupa, która nie zdążyła wyjechać wtedy w czasie operacji przerzutu planu „B” i uchroniła się dzięki informacjom od żołnierza, któremu udało się zbiec „Brzozy”. A może, dokument do którego dotarliśmy, specjalnie zmienia datę, aby zatrzeć masową zbrodnię.

W wolnej Polsce okoliczności zbrodni mimo długoletniego śledztwa nie wiele wyjaśniły i początkowo śledztwo w sprawie likwidacji ok. 200 członków zgrupowania NSZ „Bartek” prowadzone przez Prokuraturę Rejonowa w Gliwicach oraz śledztwo w sprawie zbrodni dokonanych na członkach NSZ na terenie Łambinowic prowadzone przez Prokuraturę Okręgową w Opolu wobec nie wykrycia sprawców zostały umorzone.
Analiza materiałów śledztwa Prokuratury Okręgowej w Opolu wykazała, iż nie zostały wyczerpane wszystkie możliwości dowodowe zmierzające do wykrycia sprawców, jak również ustalenia osób pokrzywdzonych, co pozwala na jego kontynuowanie. Wobec tego prokurator Oddziałowej Komisji ŚZpNP w Katowicach wydał postanowienie o przejęciu do dalszego prowadzeni śledztwa w powyższej sprawie.
W dniu 10 października 2001 prokurator Oddziałowej Komisji w Katowicach wydał postanowienie o połączeniu spraw i wznowieniu śledztwa w sprawie zbrodni zabójstwa dokonanej przez funkcjonariuszy byłego MBP na czł. Narodowych Sił Zbrojnych ze zgrupowania „Bartek „ z rejonu Podbeskidzia. Aktualnie prokuratorzy z katowickiego IPN-u badają tzw ślad grodkowski.
Właśnie kaowicki IPN ustalił na podstawie zeznań niestety nie żyjącego świadka funkcjonariusza UB o czym pisała ostatnio NTO, że grób żołnierzy podziemia niepodległościowego znajduje się w odległości 6-10 km od dawnego lotniska pod Grodkowem w kwadracie Stary Grodków -Więcmierzyce -Kopice – Chróścina.
Czyżby Malerzowice były tym ostatnim punktem masowej zbrodni nie wspomnianym, ani przez katowicki IPN, ani przez dziennikarza NTO Macieja T.Nowaka. Wskazuje na to dokument na podstawie, którego ośmieliliśmy się postawić hipotezę na temat zbrodni malerzowickiej.

przykro mi bardzo z tego powodu ale to jest godne uwagi

1

51. Cuchnące gołębie odstraszą drapieżników
Specjalny spray o obrzydliwym smaku ma ochronić brytyjskie gołębie pocztowe przed odradzającą się populacją skrzydlatych drapieżników. Dzięki wysiłkom obrońców środowiska, w Wielkiej Brytanii jest coraz więcej ptaków drapieżnych, zwłaszcza sokołów wędrownych. Nie cieszy to jednak dziesiątek tysięcy hodowców gołębi. Wielu z nich to emeryci, dla których gołębie są wszystkim. Cena pięknego ptaka może znacznie przekraczać tysiąc euro. Trudno hodowcom pogodzić się z coraz częstszymi stratami cennych okazów podczas zawodów sportowych. Royal Pigeon Racing Association, która zajmuje się organizowaniem wyścigów gołębi, postanowiła nadać ptakom tak paskudny smak, by zniechęcił on ich wrogów. Rozważa się spryskiwanie gołębi sprayem albo zastosowanie odpowiedniej diety. Wcześniej - bezskutecznie - próbowano różnych innych rzeczy, między innymi malowania odstraszających wzorów na piórach i przyczepiania błyszczących cekinów. Niestety, na razie nie opracowano jeszcze preparatu, który byłby skuteczny, a jednocześnie nie przeszkadzałby w lataniu. Kanadyjski spray, wypróbowywany na kurzych fermach, brytyjscy gołębiarze porównują do panierki z Kentucky Fried Chicken. Jednak metoda wydaje się obiecująca. Od milionów lat stosuje ją natura. Wiele owadów i płazów stara się zniechęcić do siebie drapieżniki za pomocą trujących lub cuchnących substancji.

52. Preferują żony z Azji i Polski
Niemcy preferują wśród cudzoziemek żony z Azji i Polski, natomiast Niemki jako mężów wybierają najczęściej Turków i Włochów - podał Federalny Urząd Statystyczny w Wiesbaden. Z przeprowadzonej w maju 2003 roku ankiety wynika, że wśród zagranicznych małżonek Niemców 13 procent stanowiły Azjatki, a 11 procent Polki. Natomiast zagraniczni mężowie Niemek w 16 procentach pochodzą z Turcji, a w 12 procentach z Włoch. W Niemczech jest 923 tys. par mieszanych, w których jeden z partnerów posiada zagraniczny paszport. Stanowi to 5 procent wszystkich małżeństw. Liczba mieszanych małżeństw zwiększyła się o dwa punkty procentowe w stosunku do poprzedniego badania z 1996 roku. Prawie niezmienione pozostały natomiast preferencje Niemców i Niemek. Także osiem lat temu Azjatki (13 proc.) i Polki (11 proc.) wiodły prym wśród zagranicznych żon Niemców. W 1996 roku Niemki częściej wychodziły za mąż za Włochów (15 proc.) niż za Turków (10 proc.). Polacy nie znaleźli się w pierwszej piątce najatrakcyjniejszych mężczyzn ani osiem lat temu, ani obecnie.

53. Schłodzone piwo z beczki we własnym domu
Już niebawem belgijscy piwosze nie będą musieli nawet wychodzić z domów, by napić się dobrze schłodzonego piwa prosto z beczki. W połowie października na rynku w Belgii pojawią się specjalne pompy do piwa wraz z odpowiednimi sześciolitrowymi beczkami, które można będzie zainstalować we własnej kuchni. Jak informuje we wtorek belgijska prasa, dystrybucję domowych systemów pomp do piwa, nazwanych PerfectDraft, rozpoczną w połowie października browary Interbrew oraz koncern Philips. "Przeprowadzone przez nas badania wykazały, że 59 proc. belgijskich konsumentów piwa woli piwo z beczki niż z butelki - powiedział cytowany przez gazetę "La Derniere Heure" dyrektor handlowy Interbrew Frederic de Radigucs. "79 proc. wyraziło zainteresowanie instalacją naszego systemu w domu, a 87 proc. żon amatorów piwa nie miałoby nic przeciwko umieszczeniu systemu w kuchni". Proponowane przez Interbrew i Philipsa urządzenie jest wyposażone w wewnętrzny system schładzający, który zapewni odpowiednią temperaturę piwa - 3 stopnie Celsjusza. Specjalne, sześciolitrowe beczki pozwolą na zachowanie doskonałej jakości piwa nawet przez miesiąc po jej otworzeniu. Systemy PerfectDraft będzie można kupić w supermarketach albo sklepach ze sprzętem gospodarstwa domowego za 199,99 euro. Beczka piwa będzie kosztować 14,99 euro plus 5 euro kaucji - to nieco drożej niż za skrzynkę piwa (ok. 8 euro), ale o połowę mniej niż kufel piwa kupiony w pubie czy restauracji (ponad 2 euro). Na początku w beczkach będą tylko dwa popularne rodzaje belgijskiego piwa - Jupiler i Stella Artois, ale jeżeli pomysł wypali, producenci zapowiadają rozszerzenie asortymentu na inne gatunki, których w Belgii - uważanej za kolebkę piwa - jest ponad 300. Tymczasem zaniepokojenie pomysłem Interbrew i Philipsa wyraził we wtorek belgijski Ośrodek Badań i Informacji Konsumenckiej Crioc, który zauważa, że nowy produkt na pewno nie pomoże w walce z problemem alkoholizmu. Według opublikowanych w sierpniu wyników badań problem ten dotyczy 800 tys. Belgów.

54. Uliczne bitwy z użyciem 130 ton pomidorów
130 ton pomidorów zużyli w środę uczestnicy Tomatiny, dorocznego, "batalistycznego" festiwalu pomidorowego w miejscowości Bunol w Hiszpanii. Bitwy stoczone przez 20 tysięcy miłośników tej specyficznej fiesty, uzbrojonych w warzywne pociski, zamieniły ulice Bunol w potoki śliskiej, czerwonej miazgi. Właściciele zagrożonych atakami sklepów zaryglowali je, a aktorzy zmagań chronili oczy narciarskimi goglami. Środowa batalia trwała godzinę. W fontannie na rynku warstwa pomidorowej pulpy sięgała kąpiącym się do wysokości piersi. Szaleństwo pomidorowe w Bunol zainicjował w 1944 roku znudzony doktor Paco Garces Sanchez z kolegami, też znużonymi małomiasteczkowym bezruchem. U źródeł zabawy leżą próby lekarza i jego kompanii wrzucenia pomidorów do wylotu trąby przechodzącego trębacza.

55. Nowość w sieci: Pomoc dla par
Jeden z serwisów internetowych będzie pomagał parom, które przeżywają trudności we wzajemnych relacjach - informuje serwis BBC News. Dotychczas strona był typowym serwisem randkowym, jednak teraz dzięki pośrednictwu witryny będące ze sobą już pary będą mogły przeanalizować swoje relacje i naprawiać błędy. Na początku każdy z partnerów wypełnia ankietę składającą się z 436 pytań, która pozwala opisać ich osobowość, umiejętności i stan zdrowia psychicznego. Z niej wynika jaki stosunek mają partnerzy do 29 wartości, które według twórcy serwisu, maja kluczowe znaczenie dla trwałości związku � informuje BBC. Dr Neil Clark Warren uważa, że serwis może pomóc wielu osobom, których związek ucierpiał z powodu uzależnienia się jednego z partnerów od komputera. Teraz dzięki niemu ich związek znów może być szczęśliwy � informuje BBC News.

56. Wygrał 9 mln euro i chce je oddać biednym
Do jednego z mieszkańców Dortmundu uśmiechnęło się szczęście - wygrał na loterii ponad dziewięć milionów euro. Zaraz jednak przyszła refleksja: czy taka fortuna nie wywróci dotychczasowego życia do góry nogami. Ostatecznie szczęściarz zdecydował się przeznaczyć całą wygraną na cel dobroczynny. Tę niecodzienną historię opisuje w środę niemiecki "Der Spiegel" w wydaniu internetowym. Mężczyzna, usilnie dbający o swą anonimowość, i przed wielką wygraną nie narzekał na brak pieniędzy. Miał dom, luksusowy samochód itp. Bardziej niż na majątku zależało mu na zachowaniu dotychczasowego stylu życia, z którego jest niezmiernie zadowolony. Po wygraną mężczyzna zgłosił się dopiero po 10 tygodniach, choć od początku wiedział, że należy mu się 9,1 miliona euro. Był już zdecydowany stworzyć fundację zajmującą się pomocą socjalną i przeznaczył na to całą wygraną.

57. Nastrój ma wpływ na zeznania świadków
Smutni są dokładniejsi niż osoby szczęśliwe i radosne - informuje "Journal of Experimental Social Psychology". Psychologowie z University of New South Wales przeprowadzili eksperymenty z osobami w dobrym i złym nastroju, polegające miedzy innymi na opisywaniu przez nie incydentu (kradzież torebki), którego byli świadkami. Osoby szczęśliwe okazały się mniej wiarygodne, a ich sądy oraz zdolność krytycznego myślenia wypadły słabiej, niż zeznania osób w złym nastroju, nieszczęśliwych, które były w swoich zeznaniach dokładniejsze. Także gdy proszono badane osoby o napisanie tekstu popierającego pewne twierdzenia, argumentacja osób będących w złym nastroju wskazywała na większy krytycyzm i lepsze zdolności komunikacyjne. Zjawisko to ma swoje uzasadnienie ewolucyjne. Dobry nastrój kojarzy się z bezpiecznym środowiskiem, w którym zachowanie ostrożności nie jest konieczne. Zły nastrój, zwykle występujący we wrogim otoczeniu, wzmaga czujność i polepsza przetwarzanie informacji.

58. Bociany odleciały do Afryki
Większość gniazdujących na Podkarpaciu bocianów odleciała do krajów zimowania w środkowej i południowej Afryce. Te, które lecą najdalej na Południe, pokonają ponad 9 tysięcy kilometrów. "Ptaki przed odlotem zbierały się na tradycyjnych sejmikach, po których wyruszały do Afryki. Na Podkarpaciu odbyło się co najmniej kilkanaście sejmików" - powiedział we wtorek ornitolog Marian Stój. Dodał, że bociany powrócą do Polski w przyszłym roku, po 20 marca. Bociany sejmikowały m.in. w okolicach Sanoka, Krosna, Jasła, Brzozowa, Przemyśla. Pod koniec ubiegłego tygodnia w niektórych wsiach koło Jasła przebywało ponad 100 tych ptaków. "Lecąc do Afryki, ptaki pokonują każdego dnia od 100 do 200 kilometrów. Polskie bociany lecą nad Bosforem, przelatują nad Bliskim Wschodem i Izraelem, dalej wzdłuż Nilu i kończą swoją wędrówkę na południu Afryki, gdzie docierają w listopadzie" - podkreśla Stój. Zwrócił też uwagę, że bociany europejskie żyjące na zachód od Łaby - do Afryki lecą nad Gibraltarem. W Afryce ptaki żyją w stadach. W podróż powrotną wyruszą na początku lutego. Powrót bocianów trwa znacznie krócej niż przelot do Afryki - niespełna 6 tygodni. "Powodem pośpiechu jest chęć jak najszybszego dotarcia do gniazda" - zauważył Stój. W Polsce żyje 40 - 50 tys. par bocianów. Gniazdujące również na Podkarpaciu bociany czarne do miejsc zimowania udadzą się dopiero w drugiej połowie września.

59. Kolorowe jelenie w Warszawie
W Warszawie na skwerku przy moście Świętokrzyskim, po lewej stronie Wisły można dostrzec jelenie. Widoczne są w biały dzień, ale najlepiej obserwować je w nocy. Jelenie są nietypowe - różowe, plastikowe i od środka podświetlane. Autorki kompozycji Luiza Marklowska i Hanna Kokczyńska zabrały się za dekorowanie Warszawy, bo jak uzasadniają "nasza stolica jest bardzo smutna". Zamierzały na trawie ustawić stado jeleni, pieniędzy wystarczyło tylko na trzy. Warszawiakom kształt jeleni się podoba, gorzej z kolorem. Twierdzą, że róż jest nie do zaakceptowania. "Szary, brązowy to tak, ale takiego koloru to jelonek nie ma" - powiedział pan Antoni, który mieszka na Powiślu. Niektórzy przechodnie zwierzęta porównywali do świnek, "bo różowe i poroża nie mają", tłumaczyli. Autorki kompozycji stwierdziły, że przy pracy nie korzystały z atlasu zwierząt, tylko z własnej wyobraźni. Warszawiacy mają nadzieję, że powiślańskich jeleni nikt nie zniszczy: "Przecież one będą niedługo w Wiśle pływać" - powiedział pan Antoni. Jego kolega dodał, że instalacja najprawdopodobniej do rana nie wytrzyma. Jelenie po raz pierwszy zaświecą dziś o godzinie 20. Na Powiślu zostaną do października.

60. Egzotyczne ptaszki pomagają rozwiązywać problemy
Mieszkańcy miejscowości Hyderabad w Indiach oszaleli na punkcie egzotycznych ptaszków, które pomagają ludziom w rozwiązywaniu problemów. Nieduże ptaki gatunku Dicrurus macrocercus kosztują około 3 dolarów i zgodnie z miejscową legendą wystarczy szepnąć im przed wypuszczeniem słówko o swoim problemie związanym z miłością, zdrowiem lub finansami.

61. Ukradł 5-litrowy garnek z bigosem
"Dziennik Zachodni": Pod zarzutem dokonania kradzieży z włamaniem stanie przed sądem 38-letni mieszkaniec powiatu częstochowskiego, który ukradł... 5-litrowy garnek z bigosem oraz znajdującą się w środku łyżkę By zdobyć tę apetyczną potrawę włamał się do mieszkania 34-letniego sąsiada, zrywając wcześniej kłódkę na drzwiach. Okradziony bez trudu domyślił się, kto pozbawił go bigosu i o włamaniu powiadomił koniecpolskich policjantów. Gdy ci przyjechali do domu złodzieja, zastali pijanego gospodarza (2,8 prom.) nad pustym garnkiem. Bigosu już nie było" - pisze "Dziennik Zachodni".

62. Niemiecka Barbie - z piwem i kiełbaskami
Pewien projektant z Monachium przekształcił Barbie w typową Niemkę z piwem i kiełbaskami. James Waldron z domu mody Rena Lange stworzył z okazji Oktoberfest specjalną wersję lalki Barbie ubranej w tyrolską spódniczkę pasterską i trzymającej kufel piwa.

63. Satelity GPS pomagają rodzicom
Trac jest bezprzewodowym urządzeniem służącym do wskazywania kierunku, w którym udało się zagubione dziecko. Autorką urządzenia jest 21-letnia Karen Balbi z Saffron Walden. Według jej opisu urządzenie składa się z nadajnika radiowego umieszczonego przy pasku dziecka oraz odbiornika, którym posługuje się rodzic. Oba urządzenia odbierają z satelitów GPS informacje o położeniu, a następnie na ich podstawie właściciel odbiornika otrzymuje informacje o kierunku, w którym należy się udać, aby dotrzeć do nadajnika. Studentka z Brunel University ma nadzieję, że produkt znajdzie się w masowej produkcji. Ma on kosztować niecałe 100 funtów.

64. Wybory miss transseksualistów w Brazylii
Tusz do rzęs, szminka i cekiny były głównymi akcesoriami podczas wyborów Miss Transseksualistów, które odbyły się w Rio de Janeiro. Tytuł Miss Gay Brazil 2004 zdobyła Renata Finski z Pernambuco. Po wyborach powiedziała: "To wspaniałe. Geje, lesbijki i transseksualiści mają swoje miejsce w mediach, to bardzo ważne".

65. Mnisi buddyjscy nie pozwalają spać sędziemu
Pewien sędzia w Kambodży złożył skargę do władz państwowych na buddyjskich mnichów, którzy bijąc w gongi, budzą go codziennie o czwartej rano - podała agencja Associated Press, cytując miejscową gazetę "Reaksmei Kampuchea". Sędzia Sądu Najwyższego, Kong Phirun, zwrócił się do Ministerstwa Religii Kambodży, aby zmusiło mnichów w pagodzie - buddyjskiej świątyni - w Langka niedaleko stolicy kraju Phnom Penh, do zaprzestania działań, zakłócających jego sen. W sierpniu rozpoczyna się trzymiesięczny okres buddyjskiego wielkiego postu. Mnisi rozpoczynają dzień na dwie godziny przed świtem - o 4 rano, biciem w gongi, oznaczającym wezwanie do modlitwy. Według sędziego pogwałcono jego prawo do spokojnego snu, ponieważ hałas zmusza go do wstania przed wschodem słońca. Mnich z pagody, Sao Chan Thol, oświadczył, że skargi Phiruna są wyrazem jego nienawiści do świątyni i buddyzmu. Wyznawcy buddyzmu stanowią około 95 proc. mieszkańców Kambodży.

66. Jaka książka na plaży działa na kobiety?
Samotni mężczyźni nie powinni zabierać ze sobą na wakacje książek o Harrym Potterze, jeżeli chcą zrobić dobre wrażenie na napotkanych kobietach. Z badań firmy wydawniczej Penguin wynika, że powieści fantastyczne raczej działają na kobiety odstraszająco, więc książki JK Rowling oraz trylogia Tolkiena "Władca Pierścieni" to zdecydowanie najgorsze lektury wakacyjne. Panowie, którzy chcieliby zrobić na plażowiczkach dobre wrażenie, powinni zaopatrzyć się w dzieła Nicka Hornby ("Był sobie chłopiec", "Futbolowa gorączka") lub Emily Bronte ("Wichrowe Wzgórza"). "Na plaży, gdzie człowiek ma na sobie bardzo skromną garderobę, znacznie więcej, niż kąpielówki lub ręcznik, mówi o nim jego lektura. Panowie, którzy wybiorą do czytania coś z klasyki, mogą być pewni, że nowo poznane panie będą zachwycać się ich wrażliwą naturą", zapewnia terapeutka Tracey Cox.

67. Barany uspokajają się na widok zdjęć "rodziny"
Brytyjscy naukowcy odkryli, że rozzłoszczone barany uspokajają się, gdy pokazać im zdjęcia owiec lub innych baranów. Wyniki badań, które na to wskazują, przedstawiono w środę w Cambridge. "Barany można przyrównać do nas, ludzi, którzy lubimy nosić w portfelach zdjęcia swych bliskich" - powiedział na prezentacji kierujący badaniami prof. Keith Kendrick. Badania przeprowadzono, umieszczając barany w samotności. Mierzono im poziom stresu, kontrolując rytm pracy serca, beczenie i pobierając próbki krwi. Okazało się, że barany były bardziej spokojne, gdy pokazywano im zdjęcia owczych głów, niż wtedy, gdy oglądały na fotografiach kozy albo figury geometryczne. Prof. Kendrick zaobserwował też, że barany potrafiły zapamiętać cechy co najmniej 50 innych baranów, w tym ich profil.

68. Eksplozje gwiazd jako generator liczb losowych
Promieniowanie kosmiczne może być wykorzystane do generowania liczb naprawdę losowych, w odróżnieniu od pseudolosowych, które generują komputery - informuje "New Scientist". Eksplozje gwiazd wyrzucają cząsteczki elementarne z prędkością bliską prędkości światła. Docierają one na Ziemię z niewyobrażalnej odległości i olbrzymiej liczby miejsc w sposób całkowicie losowy. Padając na elektroniczne czujniki teleskopów dają charakterystyczne "gorące piksele", które przy obserwacjach astronomicznych należy odrzucić. Jednak Michael Bulmer i Kevin Pimblett z University of Queensland w Brisbane postanowili znaleźć dla "gorących pikseli" zastosowanie. Oznaczając je jako "1", a wszystkie inne jako "0" i poddając obróbce, uzyskali idealny generator liczb losowych. Liczby losowe są potrzebne przy modelowaniu zjawisk, takich jak ruch drogowy, czy powstanie Wszechświata. Do ich generowania używano już programów komputerowych, szumów cieplnych w urządzeniach elektronicznych, rozpadu radioaktywnego, a nawet fikuśnych lamp elektrycznych, w których dwie niemieszające się ciecze tworzą przypadkowe kształty. Nie wiadomo, czy "astronomiczny" generator się przyjmie. Daje kila tysięcy bitów na sekundę, natomiast zaawansowane symulacje wymagają nawet bilionów liczb. Za to całkiem realne wydaje się użycie liczb losowych przy kodowaniu danych. Także nieastronomowie mają dostęp do detektorów promieniowania kosmicznego. W aparatach cyfrowych również pojawiają się "gorące piksele" i łatwo je znaleźć na nieskompresowanym zdjęciu. Natomiast kompresja wymazuje je bezpowrotnie.

69. Komputer w toalecie ostrzega
Komputer zamontowany w jednej z toalet w Amsterdamie, informuje użytkowników, czy nie przekraczają czasu przeznaczonego na skorzystanie z tego "przybytku". Komputer rejestruje również czy użytkownicy spuszczają wodę, palą w toalecie, używają papieru toaletowego. Jeśli ktoś zbyt długo korzysta z toalety, komputer informuje: "Czy wiesz, że przez 50 min, które spędziłeś w toalecie, 50 osób zginęło w wojnach toczących się na całym świecie"? Twórca komputerowej toalety chce stworzyć dla użytkowników specjalne melodie, żeby - jak powiedział - "czuli się w niej swobodnie i było im przyjemnie".

70. Zaczepiasz nieznajomego? Spójrz na jego uszy!
Szykując się do bójki z nieznajomym warto rzucić okiem na kształt jego uszu. Amerykańscy naukowcy odkryli, że mężczyźni i kobiety z asymetrycznymi uszami, palcami u rąk lub stopami w różnych rozmiarach, częściej reagują na zaczepki silną agresją. Szkodliwe czynniki oddziałujące na płód w okresie ciąży, czyli np. nikotyna lub alkohol, mogą prowadzić nie tylko do powstania różnych niedoskonałości fizycznych, ale także do osłabienia samokontroli. "Te same czynniki, które sprawiają, że niektóre części ciała rozwijają się niesymetrycznie, wpływają również na rozwój centralnego układu nerwowego, w tym także ośrodków odpowiedzialnych za agresję i kontrolę zachowań impulsywnych", mówi Zeynep Benderlioglu z uniwersytetu w Ohio. "Oczywiście asymetria nie jest przyczyną agresji, jednak obie te cechy są skorelowane z podobnymi czynnikami oddziałującymi na płód w czasie ciąży".

71. Aligator próbował zjeść psa
Pewien Amerykanin spacerował ze swoim psem po parku w Gainesville, na Florydzie, kiedy nagle z parkowego stawu wyłonił się prawie dwumetrowy aligator i złapał zębami psiaka. Na pomoc suczce o imieniu Sugar ruszył właściciel. Ugodził gada nożem kieszonkowym w oko. To wystarczyło - aligator puścił Sugar, która jedynie ze śladami zębów gada na łbie uciekła przerażona do domu. Właściciel Sugar doznał kilku zadrapań. Miejscowi myśliwi, planują zabić aligatora - jak go znajdą.

72. Dom pełen chaosu to pełna chaosu głowa
Wychowywanie dziecka w zabałaganionym, ogarniętym chaosem domu może źle oddziałać na jego rozwój intelektualny - informuje pismo "New Scientist". Już wcześniej zaobserwowano związek pomiędzy niezorganizowanymi, hałaśliwymi i zagraconymi domami a niższą inteligencją dziecka. Nie było jednak jasne, czy przyczyną tego jest status społeczno- ekonomiczny rodzin tych dzieci, czy jakieś czynniki genetyczne, czy też samo środowisko, w którym dziecko rośnie. Na to pytanie chcieli odpowiedzieć Stephen Petrill z Uniwersytetu Stanowego Pensylwanii i jego współpracownicy. W swoich badaniach wykorzystani bazę danych bliźniąt urodzonych w Wielkiej Brytanii w latach 1994-1996. Obserwując różnice pomiędzy bliźniakami jednojajowymi a dwujajowymi naukowcy mogli oddzielić wpływ genów i środowiska na intelekt. Zespół naukowców zebrał informacje na temat niemal 8000 bliźniąt w wieku 3 i 4 lat, szczególnie te dotyczące statusu społeczno- ekonomicznego ich rodzin, chaosu panującego w domu i zdolności poznawczych dzieci (które zmierzyli za pomocą quizów i testów słownikowych oraz gramatycznych). Wyniki wskazywały na to, że domy rodziców zamożniejszych i lepiej wykształconych były nieco lepiej zorganizowane. Jednak po kontroli genetycznego "wkładu" w inteligencję badacze stwierdzili, że chaos wpływał na zdolności poznawcze niezależnie od statusu rodzin. Zdaniem współautora publikacji z badań, Roberta Plomina, stwierdzenie to ma zdroworozsądkowy sens. "Jeśli dziecko mieszka w naprawdę niezorganizowanym domu, trudno sobie wyobrazić, aby mogło się normalnie uczyć" - wyjaśnił. Wyniki badań sugerują także, że gdy środowisko, w którym wyrasta dziecko jest bardzo stresujące, może się zdarzyć, że o jego inteligencji zadecydują geny - dodał badacz.

73. Drugi raz uratowali tego samego mężczyznę
Brytyjscy ratownicy przeżyli niemiłe deja vu, kiedy okazało się, że po raz drugi z rzędu ratują tego samego mężczyznę i jego 8-letniego syna. Ojciec i syn wypłynęli na morze w nadmuchiwanym pontonie zaledwie 24 godziny po tym, jak łódź ratownicza wyciągnęła ich z bagien. "We wczorajszej akcji ratunkowej uczestniczyło 50 osób, ale jak widać, ten człowiek niczego się nie nauczył", mówi oficer Steve Bird.

74. Perypetie Chinki, która zgubiła się w Szanghaju
60-letnia Yao Jixiu z prowincji Jiangxi, zgubiła się w Szanghaju i przez dwa tygodnie błądziła po tym największym mieście Chin i sąsiednich prowincjach, ponieważ nikt nie był w stanie zrozumieć jej lokalnego dialektu. Kobieta przyjechała do Szanghaju, aby odwiedzić rodzinę. Zgubiła się w tłumie na placu Ludowym w centrum miasta, kiedy odeszła kawałek od córki, aby znaleźć publiczną toaletę - podały w czwartek lokalne media. Yao mieszka z małej wiosce w centralnej prowincji Chin, Jiangxi, gdzie ludzie mówią dialektem niezrozumiałym dla mieszkańców Szanghaju. Poza tym - okazało się - kobieta nie potrafi pisać ani czytać. W Chinach, gdzie między poszczególnymi regionami występują zasadnicze różnice dialektalne, obowiązuje język powszechny, tzw. putonghua (phuthunghua) oparty na dialekcie pekińskim i umożliwiający porozumienie pomiędzy Chińczykami z różnych regionów. Tak więc osoba z prowincji Jiangxi, aby móc porozumieć się z mieszkańcami innych regionów, musi znać albo pismo chińskie, wspólne dla wszystkich dialektów, albo umieć rozmawiać w dialekcie pekińskim. Zagubiona i nie mogąca porozumieć się z kimkolwiek Yao Jixiu usnęła na jednej z ulic 20-milionowego Szanghaju. Następnego dnia udała się z ostatnimi 40 juanami (3,90 euro) w kieszeni na stację kolejową z zamiarem kupienia sobie biletu na powrót do domu. Jednak mężczyzna na stacji, nie mogąc jej zrozumieć, sprzedał jej bilet do oddalonego o kilka godzin jazdy od Szanghaju, Nankinu, zamiast do Nanchang, niedaleko którego Yao mieszka. Po kilku nocach spędzonych na stacji kolejowej w Nankinie, kobiecie pomógł właściciel sklepu spożywczego, który zadzwonił na policję i opowiedział o jej przygodzie. Niestety nawet policja nie była w stanie porozumieć się z kobietą, więc wysłała ją do ośrodka dla bezdomnych. Tu Yao wreszcie znalazła osobę, która mówiła jej dialektem i pomogła zawiadomić jej rodzinę, która szukała jej od ponad dwóch tygodni.

75. Elektroniczny licznik oblicza koszty wojny w Iraku
Na kilka dni przed rozpoczęciem konwencji przedwyborczej Republikanów członkowie dwóch organizacji społecznych powiesili na Times Square w Nowym Jorku gigantyczny licznik elektroniczny obliczający minuta po minucie koszty wojny w Iraku. Uruchomiony w środę licznik został zamontowany z inicjatywy grup Project Billboard oraz Center for American Progress, któremu przewodniczy szef kancelarii za prezydentury Billa Clintona, John Podesta. Urządzenie rozpoczęło obliczanie od 134,5 mld dolarów i dodaje dziennie 177 mln dolarów, czyli 7,4 mln na godzinę. Pomysłodawcy całego przedsięwzięcia twierdzą, że pieniądze te mogłyby zostać przeznaczone na projekty związane z poprawą bezpieczeństwa obywateli oraz umocnieniem znaczenia USA za granicą. "Irak to wojna z wyboru, a USA ponosi zdecydowaną większość kosztów" - napisał w oświadczeniu Podesta. Licznik został umieszczony kilkanaście metrów nad chodnikiem, na rogu 47. ulicy, kilka przecznic na północ od Madison Square Garden, gdzie w przyszłym tygodniu rozpocznie się konwencja Republikanów. Wybory prezydenckie w USA odbędą się 2 listopada. Walczący o reelekcję republikański prezydent George W.Bush zmierzy się z kandydatem Demokratów Johnem Kerry.

76. Elektryczność ze zgniłych bananów
Australijski naukowiec stworzył generator produkujący energię elektryczną ze zgniłych bananów - podała agencja France Presse. Bananowa energia powstaje z owoców zamkniętych w hermetycznych silosach. Według australijskiego inżyniera metan, który wytwarza się z ich rozkładu, jest doskonałym źródłem do napędzania turbin elektrycznych. "Banany mogą być idealnym źródłem energii alternatywnej. Obecnie nie wiemy jednak, czy projekt będzie opłacalny" - powiedział prof. Bill Clark. Według australijskiego naukowca energia z 60 kg bananów potrafi napędzać domowy wentylator przez około 30 godzin. Jeśli projekt okaże się rentowny, australijscy plantatorzy sfinansują budowę bananowej elektrowni, która dostarczy energii dla około 500 domów.

77. Część dzieła wyrzucona na śmietnik
Torba ze śmieciami, która była wystawiona jako element dzieła sztuki w londyńskiej Tate Gallery, została wyrzucona na śmietnik przez jednego ze sprzątaczy w przededniu otwarcia wystawy. Zanim obsługa muzeum zorientowała się, co się stało, i odszukała fragment dzieła, było ono już zbyt zniszczone, by je eksponować - podała w piątek brytyjska prasa. Przezroczysta torba wypełniona zmiętymi papierami była częścią pracy 78-letniego Gustava Metzgera. Dzieło z 1961 roku wystawiono w ramach wystawy "Sztuka w latach 60." "Dla kpiących ze sztuki nowoczesnej nie będzie niespodzianką informacja, że artysta bez trudu zastąpił brakujący fragment pracy inną torbą ze śmieciami" - komentuje złośliwie dziennik "The Independent". Gafę udało się ukrywać przez dwa miesiące, ale rzecznik galerii potwierdził w czwartek ostatecznie, że miała miejsce. Incydent wywołał ponoć wielkie zamieszanie w galerii. Artyście proponowano odszkodowanie za wyrządzoną szkodę, ale rzecznik odmówił podania szczegółów tej oferty. "Nie ujawniamy finansowych ustaleń z artystami" - podkreślił. "10 toreb tego typu można jednak nabyć w każdym sklepie za jednego funta" - podsumowuje "The Independent".

78. Pocztówka dotarła do adresata po 42 latach
Pocztówka wysłana z Paryża z przyklejonym przez pomyłkę irlandzkim znaczkiem dotarła do adresata w Niemczech po... 42 latach. Niemiecki marynarz Klaus Philippi zbierał podczas swoich podróży po świecie znaczki pocztowe i wysyłając kartkę do siostry omyłkowo nakleił na nią znaczek z Irlandii. Mimo niewłaściwego znaczka, widokówka z września 1962 roku doszła do niemieckiej miejscowości Saarwellingen, gdzie ciągle jeszcze mieszka matka marynarza.

79. 4 miesiące więzienia za spoliczkowanie Schroedera
Sąd w Mannheim skazał Jensa Ammosera na cztery miesiące więzienia w zawieszeniu za publiczne spoliczkowanie kanclerza Gerharda Schroedera. 52-letni bezrobotny nauczyciel zaatakował kanclerza 18 maja, podczas przedwyborczego wiecu SPD w Mannheim (Badenia- Wirtembergia). Szef rządu nie odniósł poważniejszych obrażeń. Oskarżony domagał się uniewinnienia. W ostatnim słowie przyznał się do spoliczkowania Schroedera. "Miliony ludzi były po mojej stronie" - powiedział. - Bronimy się" - dodał. Przed rozprawą rozdawał kartki z dowcipami o kanclerzu. Ammoser wstąpił w lutym 2004 roku do SPD, aby - jak sam wyjaśnił - zmusić Schroedera do ustąpienia ze stanowiska. Prokurator domagał się kary pół roku pozbawienia wolności i 150 godzin pracy społecznej. Jego zdaniem, oskarżony działał z pobudek egoistycznych i postąpił "bezwzględnie". Ammoser ukończył w 1983 roku studia pedagogiczne na berlińskim Wolnym Uniwersytecie. Nie dostał jednak etatu w szkole. Bez powodzenia próbował pracować w innych zawodach, a następnie przekwalifikował się na informatyka. Od 1995 roku nie ma żadnej pracy. W związku z niedawnymi aktami agresji rząd wzmocnił ochronę kanclerza w czasie jego wystąpień publicznych. Przeciwnicy rządowych reform obrzucili Schroedera w miniony wtorek w Wittenberge (Brandenburgia) jajkami. Mimo to szef rządu nie odwołał spotkań z wyborcami.

80. 8 lat pielgrzymuje z matką na plecach
Pewien Hindus od 8 lat pielgrzymuje z niewidomą matką do miasta Bangalore na południu Indii. Kailashgiri Brahmachari niesie staruszkę w koszu zawieszonym na plecach, a w drugim koszu niesie bagaż. Mężczyzna, który planuje zakończyć podróż w 2013 roku, twierdzi, że zdecydował się na pielgrzymkę, aby spełnić marzenie matki, która zawsze chciała pomodlić się w najważniejszych hinduskich świątyniach.

81. Ukradli 150-letni żelazny most
Sześciu zbieraczy złomu zostało aresztowanych za kradzież 13-metrowego, żelaznego mostu zbudowanego 150 lat temu - podała bośniacka policja. Złodzieje najpierw zdemontowali most znajdujący się w pobliżu Mostaru na południu kraju, następnie sprzedali części na pobliskim złomowisku za 280 marek bośniackich (174 dolarów). Policja została powiadomiona o kradzieży przez mieszkańców, którzy widzieli, jak złodzieje ładowali części mostu na samochody.

82. Znalazła swoją biżuterię na pchlim targu
Pewna Niemka znalazła swoją skradzioną biżuterię na pchlim targu, gdzie ustawiła stoisko jej pomoc domowa. Mieszkanka Ludwigshafen zaczęła szperać wśród przedmiotów wystawionych na sprzedaż na targu w pobliskim mieście Worms i ze zdumieniem stwierdziła, że część pierścionków i bransoletek należała kiedyś do niej, zaś sprzedawczynią jest jej sprzątaczka.

83. Chińczycy remontują "Zakazane Miasto"
Chińczycy remontują "Zakazane Miasto" w Pekinie - dawną rezydencję cesarską, obecnie muzeum - w związku z igrzyskami olimpijskimi w 2008 r. Prac renowacyjnych "Zakazanego Miasta" na taką skalę nie przeprowadzano od ponad 100 lat. Na powierzchni 160 tys. m kw. będzie pracować około 20 tys. robotników. Oszacowano, że remont pochłonie 100 mln juanów rocznie (12,1 mln dolarów). Niektóre prace mają się zakończyć dopiero w 2020 r. Remontowany obszar to zaledwie 15 proc. całego "Zakazanego Miasta", które zajmuje teren długości 960 m i szerokości 760 m. Do 2008 r. mają być odnowione budynki i aleje dla spacerowiczów wzdłuż centralnej osi "Zakazanego Miasta" - miejsca najczęściej odwiedzanego przez turystów. "Zakazane Miasto" od 1987 r. znajduje się na liście światowego dziedzictwa kulturalnego UNESCO.

84. Budynek z marmuru pęka i kruszy się
Znany w świecie, zbudowany z użyciem marmuru carraryjskiego, gmach Finlandia Hall w Helsinkach (w którym podpisano w 1975 roku Akt Końcowy Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie), pęka i kruszy się. Materiał, którego użyto, nie wytrzymuje bowiem w warunkach klimatycznych panujących w stolicy Finlandii. Słynny obiekt był ukoronowaniem twórczości nie mniej słynnego fińskiego architekta, bożyszcza i swoistego bohatera narodowego Finów, Alvara Aalto. Dlatego jego miłośnicy nie chcą nawet słyszeć o zamianie marmuru - tego samego, z którego robił swe rzeźby Michał Anioł - na granit, czyli o wiele trwalszy i bardziej dostosowany do lokalnej pogody surowiec. Konserwatyzm sympatyków Aalto sprawił, że gdy już raz remontowano kultowy budynek, to musiano zastosować ten sam, drogi marmur, co wydatnie zwiększyło koszty renowacji. Tak samo pewnie będzie i tym razem, gdyż "tak chcą podatnicy" - powiedział Martti Kaasinen, wicedyrektor Finlandia Hall. Kaasinen jest jednocześnie świadom, że jasny granit byłby o wiele przydatniejszym i bardziej odpowiednim tworzywem, bo pozwoliłby przetrwać współczesnemu zabytkowi bez łatania co najmniej 80 lat. Ale nic nie poradzi na upór rodaków.

85. Seksualnie sfrustrowana szympansica pali i pluje
Frustracja seksualna doprowadziła szympansicę w chińskim zoo do... palenia papierosów. Małpa, o łagodnych dotąd manierach, zaczęła również pluć na zwiedzających - podała chińska agencja Xinhua. Szympansica Feili z ogrodu zoologicznego w Zhengzhou w prowincji Henan podpatrzyła te zwyczaje u zwiedzających i zaczęła ich naśladować - powiedział dyrektor zoo Liu Bing. Ale, jak dodał Liu, głębsza przyczyna złych manier Feili leży w niemożności znalezienia jej odpowiedniego partnera. Samce z zoo w Zhengzhou nie dorastają do wymagań Feili, która odtrąciła wszystkich potencjalnych kandydatów. Przedstawiciele zoo uważają, że sfrustrowana Feili nie jest uzależniona od nikotyny, tylko wykazuje chęć zapalenia papierosa. Tymczasem Xinhua cytuje chłopca zwiedzającego zoo, który powiedział: "Szympansica pluje na turystów i pali papierosy. Gdy tylko ktoś rzuci koło klatki niedopałek, szympansica usiłuje podnieść go i przyciąga w swoją stronę patykiem".

86. Nie przesadzać ze sprzątaniem przy dziecku!
Rodzice, którzy utrzymują dom w nienagannej czystości mogą przyczyniać się do występowania u ich dzieci ataków astmy. Niemowlaki, które często wdychają opary wydzielane przez środki czystości, czterokrotnie częściej chorują na astmę niż ich rówieśnicy, których mamy nie przesadzają ze sprzątaniem. Największe zagrożenie stanowią środki czyszczące, odświeżacze powietrza i nowe dywany, nawet jeżeli poziom wydzielanych przez nie tzw. �lotnych związków organicznych� (VOC) jest niższy niż maksymalna dopuszczalna dawka. Lotne związki organiczne to substancje drażniące występujące w takich produktach, jak rozpuszczalniki, kleje do podłóg, farby, materiały obiciowe i środki czyszczące.

87. Nastolatki marzą o operacji plastycznej
Jedna trzecia brytyjskich nastolatek twierdzi, że chciałaby przejść operację plastyczną - wynika z ankiety przeprowadzonej przez pismo "Bliss". Ankietę przeprowadzono wśród 2000 nastolatek, których średnia wieku wynosiła 15 lat. 42 procent rozważało przebycie operacji plastycznej, a 1/3 twierdziła, że jest gotowa zapłacić za poprawę wyglądu "tyle, ile trzeba". Szczególnie popularne było wśród nich operowanie brzucha i wyszczuplanie ud oraz powiększanie biustu. Tylko 7 procent chciało mieć mniejsze piersi, zaś 15 procent - zgrabniejszy nos 85 procent nastolatek uważało, że ładny wygląd poprawia samopoczucie. Według 41 procent poprawa wyglądu powinna być dostępna w ramach ubezpieczenia zdrowotnego, ale jedna czwarta godziła się na zapłacenie za operacje 5000 funtów, czyli ponad 30 tysięcy złotych. Trzy procent już zbiera pieniądze na ten cel. Popularność operacji nie oznacza jednak, że są one oceniane zupełnie bezkrytycznie. Według 80 procent ankietowanych, modelka Jordan wygląda gorzej po operacji niż przed nią i ma obecnie za duży biust.

88. Skokiem na spadochronie uczcili 60. rocznicę ślubu
Niecodzienny sposób uczczenia 60. rocznicy ślubu wybrało małżeństwo z amerykańskiego stanu Indiana. Zamiast zapraszać rodzinę i przyjaciół na uroczyste przyjęcie, postanowili skoczyć na spadochronie z samolotu, po raz pierwszy w życiu - podała agencja AP. Esther i Albert McDaniel skoczyli w tandemach z doświadczonymi instruktorami. "Nie mogę powiedzieć, żebym zupełnie się nie bał" - wyznał, już stojąc bezpiecznie na ziemi, 88-letni Albert McDaniel. A jego 81-letnia żona przyznała, że ze strachu "ugięły się pod nią kolana". Na pomysł skoku spadochronowego małżonkowie wpadli na początku tego roku, gdy natrafili w gazecie na ogłoszenie fundacji "Nigdy za późno", która spełnia marzenia seniorów. "Pewnego ranka obudziliśmy się, a mój mąż powiedział ťJesteśmy nudni. Nie robimy już w życiu nic ekscytującegoŤ" - relacjonuje pani McDaniel. Małżonkowie nie mogą jednak narzekać na brak przygód. Uprawiali już lotniarstwo za motorówką i kajakarstwo górskie. "Oni są po prostu dla siebie stworzeni" - skwitowała taki sposób świętowania diamentowych godów długoletnia przyjaciółka pary, Mary Hershberger, która była druhną Esther na ślubie w 1944 r.

89. Spodnie na miarę... złodzieja
"Dziennik Łódzki": Z pawilonu na targowisku przy ul. Piotrkowskiej w Opocznie złodzieje ukradli dwie pary nowych dżinsów, a w zamian zostawili dwie pary starych. Skradzione spodnie były warte około 100 zł, ile zaś stare, nie wiadomo - ujawnia "Dziennik Łódzki". Złodzieje dostali się do pawilonu po zerwaniu kłódek przy okiennicach. Nie mieli trudnego zadania, bo - jak potwierdziła policja - ochroniarz targowiska był pijany i w najlepsze spał w stróżówce - pisze "Dziennik Łódzki". Opoczyńscy handlowcy denerwują się, że jeżeli stoiska dalej będą tak pilnowane, to przyjdzie im się zająć wyłącznie handlem odzieżą używaną - podkreśla "Dziennik Łódzki".

90. Marzy o wadze 266 kg - 14 tys. kalorii dziennie Pewna Amerykanka przysięgła, że nie przestanie jeść, d
opóki nie osiągnie wagi 266 kilogramów i zamierza spożywać dziennie aż 14 tysięcy kalorii, aby osiągnąć swój cel. Nicki McRoberts waży obecnie ponad 160 kilogramów, a jej mąż Tim Hammond musiał niedawno wzmocnić półki w spiżarni, aby utrzymały ilość jedzenia, jakie planuje pochłonąć jego puszysta małżonka. Hammond powiedział gazecie "Daily Mirror", że przed normalnym śniadaniem Nicki zjada czasami całą paczkę chipsów i co miesiąc musi zmieniać całą garderobę, ponieważ nie mieści się w stare ubrania.

91. Chcą odchudzać lwa, bo nie daje im spać
Lew z wrastającym pazurem nie daje spać mieszkańcom brazylijskiego miasta Industrial. 8-letni Maruk ma sporą nadwagę, więc bardzo cierpi przenosząc ciężar ciała na obolałą łapę i daje wyraz swoim cierpieniom, rycząc głośno w środku nocy. Opiekunowie zwierzęcia postanowili poddać lwa specjalnej diecie, która pozwoli Marukowi zrzucić zbędne kilogramy i zmniejszy ból.

92. Pies wytropił autora antypolicyjnych haseł
Swastyki oraz wulgarne i obrażające policjantów napisy pojawiły się na drzwiach i elewacji komisariatu w Łaziskach Górnych na Śląsku. Krótko po ich odkryciu pies tropiący doprowadził funkcjonariuszy do autora obraźliwych haseł. "Dyżurny komisariatu usłyszał brzęk tłuczonego na zewnątrz szkła. Okazało się, że na drzwiach i ścianie budynku białą olejną farbą namalowano dwie swastyki i obraźliwe napisy. W pobliżu nie było już nikogo" - powiedział Jacek Pytel z zespołu prasowego śląskiej policji. Sprawca dewastacji został wkrótce ujęty. Jego śladem ruszyli policjanci z psem, który bezbłędnie doprowadził ich do mieszkania 25-letniego autora wulgarnych haseł. Kilkanaście minut później zatrzymano go na dyskotece. Na rękach i ubraniu miał ślady farby. Z ustalaniem motywów jego działania policjanci czekają, aż młodzieniec do końca wytrzeźwieje. Prawdopodobnie będzie odpowiadał za zniszczenie mienia.

93. Piłkarz trenuje z gipsowymi krasnalami
Napastnik Arsenalu Jose Reyes trenuje we własnym ogródku, grając w piłkę z gipsowymi krasnalami. Hiszpański piłkarz poustawiał na terenie swojej londyńskiej posesji dziesiątki kolorowych skrzatów, pomiędzy którymi ćwiczy swoje umiejętności. "Lubię współpracować z krasnoludkami. Czasami zamieniamy się rolami i to ja jestem bramkarzem" - mówi sportowiec.

94. Wyrzuciła dzieło sztuki na śmietnik
Sprzątaczka wyrzuciła z londyńskiej Tate Gallery nowoczesne dzieło sztuki, ponieważ myślała, że to śmieci. Kobieta zobaczyła na środku sali tekturę i papier owinięte workiem na śmieci. Nie wiedziała, że to fragment instalacji niemieckiego artysty Gustava Metzgeranda. Wyrzuciła więc to "arcydzieło" do śmieci, wzbudzając u jednych oburzenie, u drugich wesołość.

95. Stado krów nadgryzło samolot
Stado, najwyraźniej wygłodniałych krów skonsumowało brezentowe części małego, turystycznego samolotu, nieopatrznie pozostawionego przez właścicieli na polu - podała we wtorek brytyjska prasa. Tony Cooper i Lisa Kingscott z hrabstwa Wiltshire przybyli z wizytą do znajomych. Przylecieli samolotem turystycznym Auster JN1 z 1946 r. Para udała się do przyjaciół na kolację zostawiając samolocik w miejscu lądowania, czyli na pobliskim polu. Kiedy wrócili, ze zdumieniem spostrzegli, że ich samolot pozbawiony jest brezentu okrywającego metalowe części konstrukcji. Krowia uczta kosztowała właścicieli Austera ok. 15 tys. euro.

Ilości raczej nie podałeś??

Nowinki z Polski

Podpalił szkołę, bo chciał zniszczyć dziennik.


Desperat

Część szpitali zawiesza lub łagodzi protesty

W dniu dzisiejszym część szpitali w Polsce zawiesiła lub złagodziła akcję strajkową do piątku - czeka na efekty zapowiedzianego na ten dzień spotkania przedstawicieli protestujących lekarzy i rządu. Wiele szpitali nadal pracuje jednak jak w czasie ostrego dyżuru.

Z najnowszych danych Ministerstwa Zdrowia wynika, że w środę - w trzecim dniu protestu - strajkowało 165 szpitali, co stanowi 30 proc. łóżek szpitalnych w Polsce.

W woj. zachodniopomorskim akcję protestacyjną zawiesiły do piątku dwie strajkujące placówki: szpital w Stargardzie Szczecińskim i szpital kliniczny nr 1 przy Unii Lubelskiej w Szczecinie.
W szpitalu w Szczecinie-Zdrojach, gdzie część lekarzy wzięła urlopy na żądanie, w środę od rana poprzez ordynatora starano się ściągać tych lekarzy do pracy - powiedział Ryszard Kurdzielewicz, główny specjalista w Zachodniopomorskim Centrum Organizacji i Promocji Zdrowia, które m.in. zbiera informacje nt. przebiegu akcji protestacyjnej w regionie. W Zdrojach problemy z brakiem personelu pojawiły się na oddziale psychiatrycznym, gdzie na izbę przyjęć zgłosiło się wyjątkowo dużo pacjentów, których nie można było odesłać na inne terminy.

W pozostałych placówkach w regionie protestujący nie rezygnują z akcji oflagowania i plakatowania. W niektórych - na znak protestu - personel wciąż chodzi w ciemnych ubraniach.

Szpital Grochowski w Warszawie zawiesił strajk do piątku. Natomiast największy szpital w Polsce - przy ul. Banacha w stolicy - kontynuuje protest, pracując jak w czasie ostrego dyżuru. - W czwartek lekarze z OZZL mają spotkanie; być może zdecydują o zawieszeniu protestu - powiedziała szefowa placówki Ewa Marzena Pełszyńska.

Na Warmii i Mazurach od protestu odstąpili lekarze z trzech strajkujących do tej pory szpitali: psychiatrycznego w Węgorzewie, szpitala w Mrągowie i szpitala gruźlicy w Olsztynie. Ze wszystkich 36 placówek w regionie strajkują jeszcze dwie: szpital powiatowy w Działdowie i szpital wojewódzki w Elblągu. Lekarze przyjmują tam pacjentów tylko w stanach zagrożenia życia.

W porównaniu z wtorkiem na Opolszczyźnie protest złagodzono w szpitalu w Kędzierzynie - tam w środę czynne już były przychodnie. Urlopy na żądanie wzięła jednak część lekarzy opolskiego szpitala neuropsychiatrycznego. - Ta liczba brakującego personelu nie ma znaczącego wpływu na funkcjonowanie placówki - zaznaczył w rozmowie z PAP dyrektor monitorującego protest w służbie zdrowia wojewódzkiego centrum zarządzania kryzysowego Henryk Ferster.

W Opolskiem w środę protestowali lekarze w 6 szpitalach; w Opolu: w Wojewódzkim Centrum Medycznym, szpitalu ginekologiczno- położniczym i szpitalu MSWiA, a także w szpitalach w Kędzierzynie- Koźlu i szpitalu MSWiA w Głuchołazach. - W szpitalu wojewódzkim w Opolu nie ma formalnego strajku - tam lekarze dziś wzięli urlopy na żądanie, ale placówka pracuje tak jak podczas ostrego dyżuru - powiedział Ferster.

Na Śląsku, podczas zebrania tamtejszego komitetu strajkowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy w Tychach zdecydowano, że do piątku protest nie będzie zaostrzany. Jednocześnie placówki, w których nie ma dotychczas strajku absencyjnego, do niedzieli podejmą decyzje co do zaostrzenia formy protestu. Niewykluczone, że przybierze on nowe formy - np. lekarze zaprzestaną wypełniania i przesyłania dokumentacji.

W regionie, według danych OZZL, nadal strajkuje 50 szpitali i 60 proc. pracujących na Śląsku lekarzy. Od czwartku mają do nich dołączyć trzy kolejne szpitale - w Katowicach, Istebnej i Sosnowcu, a od piątku - jeden w Dąbrowie Górniczej.

Szef śląskiego regionu OZLL Maciej Niwiński mówił też w środę o próbach zastraszania lekarzy. Chodzi o pismo Śląskiego Związku Pracodawców SPZOZ, zachęcające do zgłaszania do prokuratury przypadków strajku celem sprawdzenia, czy jest legalny. - Sprawa trafi do prokuratury i rzecznika odpowiedzialności zawodowej - zapowiada Niwiński. Za przejaw wywierania nacisku na strajkujących uważa też wizyty policjantów w niektórych placówkach.

Z kolei Wojciech Firkowski, szef dolnośląskiego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, powiedział PAP w środę, że w czwartek będzie obradował zarząd regionu, który zdecyduje, co dalej ze strajkiem. - Nie potrafię w tej chwili powiedzieć, czy strajk zostanie zawieszony do czasu piątkowych rozmów (z rządem). Nie sądzę jednak, aby coś się dramatycznie zmieniło - mówił Firkowski. Decyzja w tej sprawie zostanie jednak podjęta w czwartek po godz. 17.

Na Dolnym Śląsku strajkuje 16 szpitali z 70 i strajk od poniedziałku nie rozszerzył się na inne placówki. We Wrocławiu strajkują 4 szpitale. Prawdopodobnie w czwartek dołączy kolejny szpital z ul. Grabiszyńskiej we Wrocławiu. W przyszłym tygodniu do strajku chce się przyłączyć szpital kolejowy.

W Małopolsce sytuacja nie zmieniła się. Nadal strajkuje 21 placówek: w tym 9 szpitali oraz dwie jednostki podstawowej opieki zdrowotnej w Chełmku i Oświęcimiu. Jednodniową akcję solidarnościową, popierającą strajk lekarzy, przeprowadzili w środę lekarze Krakowskiego Szpitala Specjalistycznego im. Jana Pawła II, biorąc urlopy na żądanie. W czwartek szpital będzie pracował normalnie.

Na Podkarpaciu do piątku nie są planowane żadne zmiany. Łącznie strajkują 23 placówki (22 szpitale spośród 27 oraz jeden ZOZ ambulatoryjny) oraz przyszpitalne poradnie specjalistyczne. Według szefa tutejszego oddziału OZZL Zdzisława Szramika stanowi to ok. 90 proc. łóżek. Łącznie w akcji bierze udział około 2,5 tys. lekarzy. Strajk obejmuje m.in. wszystkie szpitale wojewódzkie (2 w Rzeszowie i po jednym w Krośnie, Przemyślu i Tarnobrzegu) oraz większość powiatowych. Do strajku przygotowują się jeszcze szpitale w Jarosławiu i Brzozowie. Według danych NFZ, który monitoruje sytuację strajkową w regionie, nie strajkują szpitale w Nisku, Leżajsku, Strzyżowie oraz wojskowy szpital w Przemyślu.

Od środy zaostrzono formę protestu w Wojewódzkim Podkarpackim Szpitalu w Żurawicy - w placówce przestano przyjmować pacjentów. Na oddziałach zostali ordynatorzy i - w miarę możliwości - lekarze dyżurni.

W szpitalu wojewódzkim w Bielsku-Białej czynne są jedynie poradnie dla dzieci: diabetologiczna i laryngologii. Normalnie działa zespół reanimacyjny karetki "R". Nie strajkują natomiast lekarze z bielskiego szpitala pediatrycznego.

W wadowickim szpitalu imienia Jana Pawła II na urlopach przebywają etatowi lekarze; ci na kontraktach pracują. Czynne są przychodnie, które niemal w całości są sprywatyzowane. W publicznej przychodni rejonowej lekarze zatrudnieni są na kontraktach.

W województwie podlaskim - na 18 szpitali - strajk w formie ostrych dyżurów wciąż prowadzą trzy szpitale wojewódzkie - w Białymstoku, Łomży i Suwałkach. Od poniedziałku do strajku włączy się szpital w Bielsku Podlaskim. W trakcie sporu zbiorowego, którego konsekwencja może być akcja strajkowa, są lekarze ze szpitali w Augustowie, Dąbrowie Białostockiej, ze Szpitala Psychiatrycznego w Suwałkach oraz ze Szpitala Gruźlicy i Chorób Płuc w Białymstoku.

W szpitalu specjalistycznym im. dr. J. Psarskiego w Ostrołęce (Mazowieckie) trwa referendum w sprawie przystąpienia lekarzy tej placówki do ogólnopolskiego protestu. Jak powiedział PAP szef szpitalnego oddziału OZZL, dr Krzysztof Sosiński, referendum powinno być formalnością. - Z rozmów z lekarzami wiemy, że poparcie dla strajku wykracza poza naszą organizację - dodał Sosiński. Strajk zostanie ogłoszony w poniedziałek.

Protestu, trwającego w szpitalu w Łomży (Podlaskie), nie poparli anestezjolodzy. Ma to być odpowiedź na brak wsparcia w ubiegłym roku, kiedy to ich protest nie został poparty przez lekarzy innych specjalizacji.

W Wielkopolsce z 60 szpitali w środę strajkowało łącznie 18, w tym pięć w Poznaniu. W szpitalu w Międzychodzie lekarze wzięli urlopy na żądanie. "Możliwe, że w ciągu kilku następnych dni do strajku przystąpią kolejne placówki. W dziewięciu szpitalach trwają procedury sporu zbiorowego" - powiedziała PAP szefowa regionalnego OZZL Halina Bobrowska. Z kolei dyżurny wydziału zarządzania kryzysowego Wielkopolskiego Urzędu Wojewódzkiego Sławomir Nowicki poinformował PAP, że strajkowało 13 szpitali, w tym 3 w Poznaniu.

Możliwe, że 30 maja większość świętokrzyskich lekarzy nie przyjdzie do pracy, lecz weźmie urlop na żądanie. Zaapelowała o to do nich Okręgowa Rada Lekarska w Kielcach. Akcja nie obejmie pogotowia, a strajkujące szpitale będą pracowały jak w sobotę i niedzielę.

Z relacji pracujących w regionie lekarzy wynika, że w tych szpitalach, gdzie nie ma strajku, trwają procedury zmierzające do rozpoczęcia protestu - np. w piątek o formie strajku zdecydują lekarze w kieleckim szpitalu św. Aleksandra, gdzie do tej pory odbył się tylko dwugodzinny strajk ostrzegawczy. Związkowcy lecznicy MSWiA są na etapie negocjacji z dyrekcją.

W szpitalu w Czerwonej Górze nie odbywają się nawet planowane zabiegi onkologiczne. Świętokrzyskie Centrum Onkologii nie przyjmuje pacjentów bez rozpoznania onkologicznego. W kilku lecznicach strajk polega na niewypełnianiu dokumentów. Lekarze w szpitalu w Jędrzejowie w ramach strajku odmówili badania osób zatrzymywanych przez policję.

W części szpitali lekarze na ręce przewodniczących związków złożyli wypowiedzenia z pracy, które w zależności od działań rządu być może trafią na biurka dyrektorów już w piątek. W największym w regionie Wojewódzkim Specjalistycznym Szpitalu Zespolonym wypowiedzenia napisało około 85-90 lekarzy na 120 będących na etatach. W wojewódzkim szpitalu neuropsychiatrycznym złożenie wypowiedzeń zadeklarowało 60-70 proc. lekarzy, w Centrum Onkologii - 80-90 proc. lekarzy jest gotowych odejść z pracy, w Skarżysku- Kamiennej ponad 60 proc. lekarzy już oddało przewodniczącemu wypowiedzenia, w Końskich zrobiła to połowa lekarzy.

Według danych Świętokrzyskiego Centrum Monitorowania Ochrony Zdrowia w środę strajkowali lekarze z 15 na 24 szpitale. Nie strajkował m.in. Wojewódzki Specjalistyczny Szpital Dziecięcy i szpital psychiatryczny w Morawicy.

----------------
PAP